poniedziałek, 30 listopada 2015

Podstawowe różnice między kobietą mężczyzną

Dotarło to do mnie wczoraj. Poczułam się jakbym odkryła przynajmniej Amerykę. Dziś jestem świadoma że jest to stara prawda.

1. Kobieta zajmuje się domem i dziećmi bo musi, to naturalne. Facet zajmuje się dziećmi dla swojej kobiety.
2. Jeśli facet wyjeżdża "za pracą" nie pyta żony czy sobie poradzi tylko kalkuluje ile jej kasy przelewać i jak często. Jeśli kobieta chce wyjechać w takim samym celu to nie dość ze mąż, to również najbliższe otoczenie napiętnuje ją. Facet przecież sobie nie poradzi. "Jak to, chcesz zostawić dzieci?"
3. Kobieta swoje cele, pasje, plany, marzenia musi zawiesić na kołku bo ktoś musi się dziećmi zajmować. Facet najpierw myśli o sobie bo go nie blokują dzieci.

Zadaj pytanie ojcu co najbardziej lubi jeść dziecko, jaką bajkę (nie w TV ale książkę) lubi najbardziej, jaki kolor lubi i jak ma na omie jego przyjaciel. Ojciec wiedzieć nie będzie. A matka do każdej odpowiedzi doda ci jeszcze fajną historyjkę z życia dziecka.

Szlag mnie trafił wczoraj jak do tego doszła.
Moje plany, kariera, marzenia zawiesiłam na kołku. Jestem strasznie przygnębiona i rozżalona. To nie fer!!


niedziela, 29 listopada 2015

Jest plan

Jest plan.
Własne ambicje muszę zawiesić na kołku na jakieś 5 lat. Teraz trzeba zainwestować w dzieciaki, nie tylko pieniądze ale przede wszystkim czas i siłę. Wierzę, że w przyszłości to zaowocuje, a wtedy ja wyjdę na plan pierwszy i spełnię swoje marzenie.

Jak do tego doszłam? Hmmm przez bezradność, brak wsparcia i pomocy  oraz złość na beznadziejność sytuacji.
Dzisiaj znalazłam ogłoszenie o naborze na bardzo fajne stanowisko. Rzecz ciekawa, rozwijająca, dobre zarobki. Jednym słowem wyzwanie. Problem w tym że praca daleko od mojego miejsca zamieszkania.
Żeby mieć pełen obraz sytuacji najpierw zapytałam męża co o tym myśli. Po chwili stało się jasne. Nie poradzi sobie beze mnie, nie poradzi sobie z dziećmi. Nie ma mowy o moim wyjeździe. Zaczęło mnie to zastanawiać. On jako facet nie miałby pewnie problemu z wyjazdem. Zacisnęłabym zęby i harowała jak wół. A ja jako kobieta mam siedzieć z dzieciakami i harować jako matka, sprzątaczka, opiekunka, kucharka, pielęgniarka i Bóg wie kto jeszcze.
Wkurzyłam się niesamowicie dodatkowo dlatego że cały dzisiejszy dzień miał wyglądać jak chciał mój mąż i mimo tego, ze mówiłam że nie mam na to ochoty on postawił na swoim nie biorąc pod uwagę moich słów.

Postanowienie mam takie że zaciskam zęby, poczekam aż dzieciaki będą bardziej samodzielne i spełnię swoje marzenie o własnym biznesie.

Mam nadzieje że to się nie skończy definytywnym zakończeniem bo żal do męża mam ogromny.
On ma swoją wymarzoną prace a mi się ciągle podcina ręce. Jako matka moim obowiązkiem jest zająć sie dziećmi, ob jako facet nie musi brać za to odpowiedzialności.



niedziela, 18 października 2015

To nie jestem ja

Jeśli spotkasz mnie na ulicy - to nie będę ja.
Jeśli zapytasz mnie co słychać? jak się mam? - odpowiem że dobrze, super, świetnie - ale to nie będe ja. Mnie nie ma. Chwilowo? Może... oby chwilowo.
Nie ma mnie.

Zawsze miałam cel, miałam plan, miałam zapał, chęci. Taka zawsze byłam, taka być powinnam. 2 miesiące temu kiedy zmieniałam pracę postanowiłam dostosować się do nowej sytuacji i poczekać na to co los mi przyniesie. Pomyślałam, że jestem zmęczona ciągła walką o swoje, ciągłym udowadnianiem światu na co mnie stać, ciągłym udoskonalaniem planu B na życie. Postanowiła, ze poczekam... bo podobno jeśli coś jest nam zaplanowane to i tak się wydarzy.

W efekcie, jestem zdołowaną, rozgoryczoną starą babą, która nie wie co z sobą zrobić, nie ma już siły się podnieść, nie ma po co i dla kogo. Nie potrafię wrócić do tego co mnie kręciło, fascynowało dawało siłę do walki.

Więc jeśli spotkasz mnie na ulicy... to nie będę ja... nie taka jaka mnie znałeś, nie szczera, nie szczęśliwa i nie ja.


sobota, 22 sierpnia 2015

Sumienie kontra rzeczywistość

Kilka dni temu złamałam się... złamałam swoje postanowienie, swój punkt honoru. Od tego czasu nie mogę spać ani jeść. Nie jestem sobą.
Wiem że mój problem jest mały w porównaniu z problemami innych. Mam gdzie spać i co jeść, moje dzieci również. Ale jestem w sytuacji patowej.
Każdy mi mówi ciesz się, udało ci się, każdy by tak postąpił...



Teraz znowu zaczynam od początku. Nie wiem który już raz, ale mam tego serdecznie dosyć. jestem zmęczona a plan miałam zupełnie inny.
Teraz mogę albo walczyć albo się poddać. Muszę udowodnić że ja to ja ale nie mam już na to siły.



wtorek, 4 sierpnia 2015

Zawsze pod górkę

Wyjechałam na urlop. Błogie 2 tygodnie bez pracy, problemów, stresów. Udało mi sie odpocząć psychicznie, wyluzować, nabrać dystansu. Ale musiałam wrócić. Zanim wróciłam poukładalam w głowie swoje życie, plany, cele i sprawy, które chcę osiągnąć. No i wróciłam.
Wystarczyły 2 godziny aby wszystkie moje plany, cele, radość z możliwości które stały przede mną zrównać z ziemią. W pracy dowiedziałam się o zmianach, że maja nastąpić, że mogą wszystko postawić na głowie.
Zastanawiałam się czy się załamać, czy  może rozryczeć, zawyć głośno i rozpaczliwie. Jak to możliwe że znowu wszystko się wali zanim się rozpoczęło? Jak to możliwe że ułożony plan mogę wyrzucić do śmieci. Jak to możliwe że znowu mnie to spotyka?
I wtedy zdałam sobie sprawę że tak jest zawsze. Że jest to próba, test na moją wytrzymałość.
Zdałam sobie sprawe że tyle już razy podnosiłam te klocki i układałam od początku że i tym razem sie uda.
Musi się udać.
Szybko więc zrobiłam nowy plan, nakreśliłam nową drogę do osiągnięcia celu i wróciłam do gry.


środa, 15 lipca 2015

Zazdrość

Zazdrość to uczucie, odczuwane w sytuacji frustracji, gdy znany jest obiekt zaspokajający potrzebę i osoba posiadająca ten obiekt. Uważana zazwyczaj za uczucie negatywne, choć w łagodnej formie może być np. bodźcem do pozytywnej konkurencji i realizacji własnych aspiracji.

Jestem zazdrosna chociaż zawsze rękami i nogami  zapieram się że nie. Jestem zazdrosna o sukcesy innych, o wygląd a nawet o poświęcana uwagę innym osobom. Nieważne czy jest to osoba mi bliska, znajoma czy całkiem obca. Jestem zazdrosna o wszystkich i wszystko. Ot taki ciezki mam charakter.

Szczegóły? Proszę bardzo:
- jestem zazdrosna o siostrę że realizuje moje pragnienia i moje pomysły a mi na noe czasu nie wystarcza.
- jestem zazdrosna o sukcesy innych w pracy
- jestem zazdrosna o czas jaki poświęca przyjaciel innym osobom.
- jestem zazdrosna o wszystko co się rusza

I co mogę z tym zrobić?

Skąd się bierze zazdrość? Hmm trudne pytanie. Ja w tej chwili jestem w stanie wymienić kilka przyczyn mojej zazdrości:
- niska samoocena (u mnie chyba jest to główny powód, zawsze wydaje mi sie że jestem najgorsza a wszyscy inni sa ode mnie lepsi)
- prowokujące zachowanie - niektórzy specjalnie zachowują się tak, aby mnie sprowokować
- ocenianie i porównywanie - jestem porównywana i sama prowokuję porównywanie mnie do innych


środa, 8 lipca 2015

Myślisz czasami o tym co było?

Myślisz czasami o tym co było? O tym co mogło się zdarzyć, o tym jak potoczyłyby się twoje losy gdybyś podjął inną decyzję?
Dla mnie zdarza się ostatnio myśleć o facetach w takim właśnie kontekście. Taki S., wydawało mi sie że mój świat się rozpadł gdy zobaczyłam go z inną. Nie wiem jak żyje, co robi i czy jest szczęśliwy. W zasadzie go nie widuję. Ale ciągle o nim myślę. Sama próbuje się przekonać czy z nim byłabym szczęśliwsza i wiem że nie. Wiem, że moje obecne życie jest o wiele lepsze (złe słowo ale inne nie przychodzi mi do głowy) od tego, które on mógłby mi zaproponować.
Z drugiej strony jest D., jakoś za mocno nie zaiskrzyło, ale jestem świadoma, że mógłby mi zaproponować więcej niż mam w tej chwili. Prawdopodobnie nie byłabym tu gdzie jestem. Prawdopodobnie byłabym o krok dalej. Może bym sie realizowała ale czy byłabym szczęśliwsza? Tego nie wiem i nigdy się nie dowiem. Wiem, że nie mam czego żałować. Wiem, że że życiem trzeba się cieszyć w każdej sytuacji.
Nie żałuję, nie rozpamiętuje z żalem, czasami tylko z ciekawością.


Nowa

Pojawiła się u nas kilka miesięcy temu. Koleżanki i koledzy zaczęli o niej szeptać. W dziewczynach nie wzbudzała sympatii, ja starałam się nie uprzedzać. Byłam miła, pomocna... starałam sie pomóc. Doszło do tego, że tylko mnie prosiła o pomoc.
Kiedy wszystkie dziewczyny już miały jej dosyć ja jej broniłam. Myślałam, że to może przez epatowanie kobiecością, mini spódniczka i dekolt do pępka. Pupą kręciła jak karuzelą, nachylała się odsłaniając tą resztkę cycków, które miała zasłonięte. Myślałam że to przez typowo kobieca zazdrość. Myślałam, że się uprzedziły. Potwierdziła się jednak moja nieumiejętność oceniania ludzi. Zawsze się na początku mylę.
Myślałam tak do czasu... aż zrozumiałam że tak zakłamanej istoty w życiu ne widziałam. Zakuty łeb to mało powiedziane. Egoizm do kwadratu a naw3et do sześcianu. Dołączyłam do grona kpiących i wyśmiewających.
Sytuacja z dziś... wchodzisz do biura, najpierw widzisz cycki a potem twarz.
Cóż... ona ma wyglądać , nie musi pracować.



czwartek, 18 czerwca 2015

Zostałam doceniona?

Menagier zawołał mnie i koleżankę (która pracuje z nami od 2 miesięcy i wykazała się umiejętnością "nic nie robienia") do siebie. W ramach wyróżnienia zaproponował, że jeśli któraś z nas się zgodzi to poda naszą kandydaturę do tworzonego właśnie zespołu specjalistów. I co miałam zrobić, zgłosić się?
+ rozwój, możliwośc awansu, większa kasa
- usługa do d..., nie jestem do nij przekonana i w cuda nie wierzę
- praca w Stolycy z biurem u siebie, ale wiąże się to z częstymi wyjazdami
Niedługo kończy mi się umowa o pracę. Jeśli się zgodzę to pewnie przedłużą na nowych warunkach, jeśli nie to nie mam pewności że przedłużą.
Jeśli sie zgodzę, zostanę włączona do zespołu to nie będę miala powrotu jeśli zespół nie wypali (ma moim zdaniem ma małe szanse). Jeśli sie nie zgodzę to mogę już nie miec takiej szansy ponownie.
Miałam na podjęcie decyzji 3 minuty. Czy podjęłam właściwą, tego nie wiem.

Z drugiej strony. W firmie pracuję rok, mam swoje osiągnięcia ale i zdaje sobie sprawę z własnych braków. Zostałam doceniona wraz z osobą, która pracuje od 2 miesięcy w firmie, nie ma żadnych osiągnięć i zasłynęła z tego ze nie umie pracować.

Przy propozycji dowiedziałam sie że jestem aktywna a aktywna jest w cudzysłowu. I że jestem dociekliwa i mam szeroką wiedzę w pozytywnym i niekoniecznie pozytywnym znaczeniu. Taka opinie wydał o mnie Menagier. Hmmm.... załamać się idzie!


wtorek, 9 czerwca 2015

Idioci

Czasami mam wrażenie że otaczają mnie idioci, sami debile, kretyni, osoby nie używające mózgów...

Potem sobie myślę jak to jest możliwe? Ja jedna rozsądna, myśląca osoba a w okół wszyscy oni? To niemożliwe.
Dalej myślę. To na pewno niemożliwe. Może ze mną jest coś nie tak? Może to ja nie mam racji bo przecież ich jest więcej, dużo więcej.

A potem znajduje się (sama się znajduje) osoba, która myśli tak jak ja, podziela moją opinię na temat tych idiotów a wręcz się pod nią podpisuje.

Utwierdza mnie to w przekonaniu że otaczają mnie sami idioci.

Przykłady?
Bardzo proszę.
1. Trafiłam do raju, w którym ktoś usilnie próbował mnie przekonać że w tym raju musi być zimno i wszystko ma być zółtozielone, że raj tak ma wyglądać. Na szczęście znalazła się osoba która powiedziała mi że w raju jest kolorowo a to miejsce w którym jesteśmy nie jest rajem.
2. Trafiłam do miejsca w którym wszyscy twierdzą że maja mało pieniędzy, że inni maja lepiej i że im byłoby lepiej w innym miejscu. Ja nie narzekam, bo wiem, że wszędzie indziej może byc mniej pieniedzy poza tym pieniądze nie sa najważniejsze. Są rzeczy które bardziej mi przeszkadzają takie jak poniżanie czy pozbawianie ludzi godności i honoru.
3. Trafiłam do miejsca gdzie ludzie narzekają na swoją sytuację ekonomiczną, na brak pieniędzy, na to że ich nie stać na buty czy inny wypasiony telefon. Jednocześnie entuzjastycznie wyrażają swój sprzeciw przeciwko imigrantom, którzy trafiaja do Polski (najczęściej przez przypadek) uciekając przed głodem i zagrożeniem życia. Nie chcą uchodźców mówiąc jednocześnie że sami chcieliby wyjechać żeby więcej zarabiać.
Takich przykładów mogę podac więcej, ale po co?

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Darowanemu koniowi

Drażnią mnie ludzie, którym jak coś proponujesz zawsze narzekają. Ciągle im sie coś nie podoba. A to za blisko, a to za daleko, a to za małe , a to za duże. Qrcze, dajesz im na tacy, za nic nie muszą płacić, powinni się chyba cieszyć, ale nie, narzekaj!

niedziela, 7 czerwca 2015

Decyzje

Kiedyś pod każdą swoja decyzją podpisywałam się rękami i nogami.
Do niedawna nie żałowałam żadnej swojej decyzji.
A teraz zastanawiam się co za chochlik podejmuje je za mnie.
Najgorsze jest to, że wbiłam sobie do głowy żeby brać odpowiedzialność ze każdą decyzję, że  podjęta decyzja była właściwa i muszę w niej trwać.


poniedziałek, 23 marca 2015

Odwyk

Postanowiłam iśc na odwyk w pracy. Nie, nie od pracy a w pracy. postanowiłam odzwyczajać się od zaangażowania, poszukiwania lepszych rozwiązań, dociekania sedna każdej oferty, którą nam się przedstawia. Postanowiłam stać się jak inni, nie angażować się, nie pytać, nie dociekać, nie szukać dziur w całym. I co? |I nie udało się. Po tygodniu skapitulowałam. Nie dam rady przejść do porządku dziennego z głupimi rozwiązaniami, które nam się wciska, z programem, którego nikt nie potrafi obsługiwać i nie wie do czego służy.
Korporacja dla której pracuję jest organizacją dla idiotów. Jeśli nie jesteś idiotą to musisz się dostosować i nim zostać.
Ja nie potrafię... dziś się poddałam.
ale... będę próbować!
Nawet nie zdawałam sobie sprawy że bycie idiotą jest takie trudne.


poniedziałek, 9 marca 2015

Niczego już nie oczekuję

Podobno jak człowiek się z czymś całkowicie pogodzi i niczego od losu już się nie spodziewa, to wtedy to, o czym marzył się spełnia. Podobno. Kiedyś ktoś... w poprzednim życiu... próbował mnie do tego przekonać. Też tak uważasz? Ja byłabym skłonna to potwierdzić, bo znam takie przypadki. Znam mnóstwo opowieści ludzi potwierdzających fakt, że gdy już stracili nadzieję... gdy już pogodzili się z myślą, że jednak się nie da, nie mogą, nie będzie to jednak się spełniało. Znam mnóstwo takich historii...
Tylko dlaczego żadna z nich nie należny do mnie? Dlaczego do mnie nic samo nie przychodzi? Dlaczego nie dzieje się to z moimi marzeniami?
Być może wiem dlaczego... za rzadko się poddaję, za rzadko odpuszczam, za rzadko rezygnuję. Nie mam cierpliwości do czekania aż mi samo skapnie. Wszystko co mam osiągnęłam własną ciężką praca. Wszystko co zobaczyłam, gdzie byłam, mam tylko i wyłącznie dlatego że sama się o to postarałam.
A teraz postanowiłam to zmienić. Postanowiłam się pogodzić z moim losem. Postanowiłam zdobyć prace, w której będę mogła dożyć do emerytury spokojnie robiąc swoje (tu się jednak przeliczyłam). Robię co w mojej mocy aby nie angażować się za mocno w powierzane mi zadania, aby robić je sumiennie, dokładnie i do końca ale nie na 200% jak to mam w zwyczaju. Niestety często się łapię na tym że mi to nie wychodzi. Taka już jestem.
Ale po raz kolejny powtarzam sobie że muszę odpuścić. Więc ODPUSZCZAM!
UWAGA ODPUSZCZAM.
Pogodziłam się już ze swoim życiem, ze swoim losem. Niczego już nie oczekuję, niech będzie co ma być.



niedziela, 8 marca 2015

Cokolwiek to jest cholernie przyciąga

Czasami tak jest, i nic na to nie poradzę...
Kiedyś spotykałam się z chłopakiem który opowiadał o trzydziestokilkuletnich mężatkach, które jak lecą na facetów, którzy chociaż w minimalnym stopniu okażą im zainteresowanie. Wydawało mi się to śmieszne i absurdalne. Teraz obserwując koleżanki i samą siebie musze przyznać mu rację. I nie powiem że wykazał się jakąś tajemną wiedzą czy znajomością psychologii kobiety na wyższym poziomie. Nie, to jest rzeczą naturalną, normalną, powszechną (on był sporo starszy ode mnie i spotykał się na co dzień z takimi kobietami).
Otóż... który z facetów z przynajmniej dziesięcioletnim stażem małżeńskim zwraca uwagę na swoją żonę, stara się, komplementuje, zabiega? Która kobieta z dziesięcioletnim stażem małżeńskim oczekuje romantycznych gestów męża. Z mężem to tylko "co na obiad" i "odbierzesz dzieciaki ze szkoły?". Niestety tak jest. U mnie też tak bywa.
Więc gdy tylko pojawia się ktoś "nowy" na horyzoncie to dlaczego nie spróbować? Rozmowa, uśmiech, wspólne spędzanie czasu nie są zbrodnią. Potrafią podnieść samoocenę kobiety, potrafią wywołać uśmiech na twarzy, potrafią uszczęśliwić i dać szczęście.
To coś cholernie przyciąga ale nie jest czymś co może wpłynąć na dotychczasowe życie czy  małżeństwo.




czwartek, 5 marca 2015

Dzień powrotu

Po kilkudniowej przerwie jutro wracam do pracy. Boję się, denerwuję, przeraża mnie to. Wszystko dlatego że nie potrafię nabrać dystansu, nie potrafię nieangażować się w to co robię. Nie wiem co z tym fantem robić.
Jestem osobą która nie uznaje półśrodków, która chce wszystko robić dobrze, która walczy z kłodami rzucanymi pod nogi. ALe z wiatrakami już nie chcę walczyć. Nie mam z kim walczyć, nie mam po co walczyć. Pan A Co Ja Mogę nie robi nic, koledzy są w stanie oczy wydrapać aby tylko zrealizować plan. Jaki to ma sens? Do czego to dąży?



piątek, 27 lutego 2015

Tęsknię

Kiedyś miałam przyjaciela...
Kiedyś miałam przyjaciela z którym mogłam porozmawiać... o wszystkim. O bzdetach ale i o rzeczach ważnych. O pracy ale i o wszystkim innym. Potem się urwało. Teraz już nei rozmawiamy.
Teraz... chowa się za monitorem myśląc pewnie że to ja się chowam i nie mówi nic.
Po kilku "koszach", po kilku "gafach" z mojej strony przestał się odzywać.
Niestety rozumiem i szanuję.
Ale do cholery jasnej dlaczego to zawsze ja mam szanować decyzje, wybory innych. Jeśli ja chce mieć przyjaciela z którym mogę pogadać o wszystkim, bez podtekstów, aluzji i skrępowania, to dlaczego nie mogę? Dlaczego musze być zawsze taktowna i nie mogę walić prosto z mostu? Dlaczego facet nie może przyjaźnić się z babą bez podtekstów? Owszem MOŻE. Wystarczy chcieć. ja chcę!
I do cholery jasnej, nie jestem cyborgiem, czasami potrzebuje czegoś czekoladowego i wtedy przyjaciel musi to coś mieć! Sama świadomość że ma mi wystarczy, nie potrzebuję tego jeść!


wtorek, 10 lutego 2015

Bo człowiek to istota stadna

Ostatnio wywiązała się rozmowa i usłyszałam, że kobieta nie może żyć sama, jeśli jest sama to znaczy że jest z nią coś nie tak. Bo człowiek jest istotą stadną i musi żyć w stadzie.
Hmmm zgodzę się że człowiek jest istotą stadną ale od razu że z kobietą jest coś nie tak? Może kobieta tak woli. Może to nie jest jej czas, może ma inne priorytety. Nie każda kobieta ma tyle szczęścia co ja, że może się realizować nie martwiąc o dzieci,rodzinę. Dla mnie nie jest problemem wyjazd na kilka dni czy nawet na tygodniowy urlop bez męża i dzieci. Ja jestem istotą stadną bo muszę mieć ludzi wokół siebie. Ale muszę mieć też czasami cisze i spokój, pobyć sama, ze swoimi myślami.
Może faktycznie ze mną jest coś nie tak? Może nie nadaję się do zycia w rodzinie. Może ja potrzebuję przestrzeni, ludzi, rozmów, całego świata. A tylko czasami wolę zamknąć się w pokoju, usiąść w fotelu z książką w ręku. Wyłączyć telefon, wyłączyć komputer i być dama ze sobą.



niedziela, 1 lutego 2015

Ileż można narzekać

Łapię się na tym że ciągle narzekam, ale cóż. Mam już dosyć takiego życia. Chcę zmienić pracę, chce zmienić swoje życie. Brakuje mi wyzwań, zapału, nadziei że będzie lepiej. W pracy mówią ze mam depresję, a  to jest zwyczajny pracowstręt. W domu chyba tez przechodzę mężowstręt i dzieciowstręt. Chcę już żeby było lato, słońce i dłuższe dni. Poza tym jestem fizycznie zmęczona.

A tak swoją drogą dobił mnie fakt ze ja już z moim własnym mężem jestem od 10 lat. Niedługo będziemy mieć 8 rocznice i wierzcie lub nie ale jakoś mnie to zdołowało. Czuję się stara. Jak stara zrzędząca żonka. Zdołowało mnie to.

Ech brakuje mi wyzwań, brakuje zapału i chęci.
Potrzebuję odmiany.


niedziela, 25 stycznia 2015

Mąż mi się zepsuł

Na początku chciałam trochę ponarzekać na męża. Dotąd działał bez zarzutu. Chwalony starał się jeszcze bardziej. Ja zawsze go chwalę bo jak na faceta jest bardzo pomocny w domu. Wszystkimi obowiązkami zawsze się dzieliliśmy, wybierając takie, które są bardziej znienawidzone przez drugą osobę. Dlatego ja piorę, mąż zmywa naczynia. Ja prasuję ubrania dzieci, on ręczniki i pościel. Ja gotuję, on ogarnia bałagan. który dzieciaki po sobie zostawiają.
Ale coś się zepsuło. Teraz mążuś mój drogi na każdą rzecz o której mu wspominam mówi później. Dobrowolnie robi coraz mniej rzeczy a nawet nie chce robić tego co do tej pory było jego "rutynowym" zajęciem. Cóż zrobić.Opieprzyłam i czekam na poprawę.



czwartek, 22 stycznia 2015

Moje myśli zamknięte w karteczkach

Dziś nie mam siły na przemyślenia, na przelanie ich na papier, na sklecenie czegoś dobrego. Wszystko znowu się skumulowało, dopadło i mnie zdołowało. Tato w szpitalu, jutro będzie miał operację, powiedział że się boi (tato nigdy nie mówi takich rzeczy). Rozmawiałam z dziadkiem... powiedział że jeszcze żyje, ale już nie da rady. A na dodatek jeszcze praca, tam wali się wszystko, mam zaległości, zajmuję się nie tym co powinnam i nie tym czym tym chciała.  Do tego wszystkiego nie pamiętam kiedy przespałam całą noc. Bezsenność mnie wykańcza.

Dlatego dziś będą obrazki z moim niewielkim komentarzem. A tak... dla urozmaicenia :)

Moim bohaterem będzie osoba która zrozumie CRM i nauczy nas jego obsługi

A z tym się zgadzam i podpisuje rękami i nogami. Ileż to ja razy jak słyszałam pochwałę mówiłam że jest niezasłużona...

Otwierają oczy ze zdziwienia.


Tak zawsze myślałam i zawsze tak twierdziłam. Teraz tylko dodam że aby wstać i dać sobie radę trzeba widzieć sens w tym co się robi.
Ja poprostu muszę przestać narzekać.

O tak, Rycerzy ci u nas dostatek.


chyba to będzie najlepszy pomysł na jaki wpadłam ostatnio

wtorek, 20 stycznia 2015

Nocne przemyślenia

Znowu dopadł mnie stres w dzień a w nocy bezsenność. Kiedyś myślałam że jedno z drugim nie ma nic wspólnego teraz jestem pewna że ma.
W nocy najlepiej mi się myśli, mam postanowienia, nabieram odwagi i świat wygląda... przyjaźniej. Gdybym tylko chociaż połowę swoich nocnych postanowień mogła wprowadzić w życie. BA! gdybym o połowie mogła z kimkolwiek porozmawiać.
Ostatnio łapię się na tzn "i chciałaby i boi się" Nie wiem ile razy dziś pisałam wiadomość na komunikatorze do przyjaciela... chciałam mu zaproponować pogawędkę poza biurem, bo w biurze nie ma warunków na swobodną rozmowę. Wymyśliłam nawet pretekst ale boję się żeby tego źle nie zrozumiał. Nie chcę się narzucać. Chcę nabrać dystansu a takie rozmowy zawsze mi w tym pomagały. Brakuje mi tego. I ciągle biję się sama ze sobą powinnam czy nie powinnam się odezwać....


sobota, 17 stycznia 2015

Są rzeczy które wydają nam się ważne...

Są rzeczy, które zaprzątają nam głowy, myśli i wydają nam się najważniejsze na świecie... wydają się... bo co jest tak naprawdę ważne? Przejmuję się durną praca. Czymś co tak naprawdę nic nie jest warte w porównaniu z rodziną. W porównaniu ze zdrowiem i życiem.
Mój tato we wtorek idzie do szpitala. Będzie miał operację. Jest to zabieg rutynowy i chyba nie groźny, ktoś kiedyś porównał go z cesarką. Ja przeszłam dwie i przeżyłam. Ale to jest mój tato. Strasznie się o niego boję, nie jest okazem zdrowia. Ja traktowałam swoje operacje jak wizytę u dentysty jednak teraz  strasznie się boje. We wtorek wiozę go do szpitala....


A gdyby tak...

(wybaczcie ale znowu siedzę z lampką wina i kreatywność mnie ponosi...)
Otóż... a gdyby tak... stać się piękną, ponętną, atrakcyjną kobietą za którą oglądaliby się faceci... Wiem że to płytkie ale i ja czasami chciałabym poczuć się piękna... a przynajmniej atrakcyjna. Chciałabym, żeby ktoś się za mną oglądnął a nie traktował jak kumpelę.
Ok. przyznaje się do próżności. Mnie też to czasem dopada. Mimo, że lubię swoją koleżankę i uznaje wyższość jej wyglądu nad moim to coś jednak poczułam jak pewien ktoś obejrzał się za nią widocznie oczarowany jak przeszła koło niego  w moich nowych okularach. Za mną już się tak nie obejrzał a szkoda.


środa, 14 stycznia 2015

Idiotka

Zgłupiałam... a możne nie, a może to celowo chcą zrobić ze mnie idiotkę? Bezmyślną marionetkę. Mam wrażenie, że w mojej pracy po pierwsze to uważają nas za idiotów, a jeśli nie uważają to chcą z nas ich zrobić. Dziś miałam ochotę rzucić to wszystko, wyjść i nie wrócić. Wyszłam... ale wróciłam.
Jak to możliwe? Jak jest możliwe, że praca tej korporacji polega na wyglądaniu dobrze w raportach? Nie jest ważne co robisz, ile przychodu przynosisz firmie tylko jaki ktoś na górze wymyśla raport i co mam wpisać żeby jakoś wyglądało to w raporcie.
Dziś okazało się że na potrzeby raportowania mam zmienić dotychczasowy sposób pracy. Mam przestać myśleć, mam przestać używać mózgu tylko robić tak żeby wyglądało.
I co ja mam teraz zrobić? Przecież jutro dojdzie do awantury, załamania a najprawdopodobniej rozryczę się z bezsilności, niezgody na tą sytuację i braku perspektyw na zmianę pracy.
Próbowałam się przyzwyczaić, próbowałam zaakceptować, zrozumieć, próbowałam nabrać dystansu i robić co mi mówią jednak nie dam się pozbawić rozumu, logiki i zdrowego rozsądku!

Co mam zrobić?

Dziwi mnie fakt, iż już samo posiadanie własnego zdania przysporzy tyle problemów...


wtorek, 13 stycznia 2015

Jakby ktoś w mordę strzelił

Siedzę i myślę nad tym o czym się dziś dowiedziałam. A czuję się jakby mi ktoś w mordę strzelił. Nie z powodu tego co usłyszałam w pracy, nie z powodu tego jakie wnioski same się nasuwają ale z powodu rady jaką dała mi osoba z którą spędziłam ostatnie 10 lat życia. 
Otóż na pytania czy faktycznie mam postępować wbrew sobie, wbrew temu co podpowiada mi rozum i serce, w co wierzę, czy mam podporządkować się i stanąć równo w szeregu, milczeć, przytakiwać i i przede wszystkim się nie wychylać? Usłyszałam TAK!
Jakbym w twarz dostała. Mam nie być sobą, mam być nijaka jak wszyscy? To kim ja będę? 

Najbardziej szokuje mnie fakt że osoba która mnie zna od tak dawna, z jakiś powodów mnie chyba polubiła, pokochała namawia mnie żebym przestała być już tą osobą. 
Ot takie mam wsparcie w najbliższych. 


List do M.

Drogi M...
pisze do Ciebie w bardzo ważnej sprawie...

Dobra... żart...
Tak chciałam zacząć ten post jak byłam naładowana przemyśleniami, emocjami i wszystkim innym co mnie dziś spotkało. Na szczęście udało mi się wszystko poukładać w głowie i być może zrozumieć mechanizm.
Dziś odbyłam kilka spotkań w pracy, rozmawiałam z 3 ważnymi dla mnie osobami i chyba strzelę sobie w łeb. Pierwsza to Pan A Co Ja Mogę. Zrobiłam dziś rano coś co tylko wywołało lawinę zdarzeń uderzających w moją osobę. Na szczęście byłam na to przygotowana, odparłam ataki logicznie i bez awantur. Trzecia to Pan M.,który swego czasu pomagał mi odnaleźć się w tej korporacyjnej rzeczywistości, później znalazł sobie rozrywkę w dręczeniu mnie a teraz sama nie wiem jaki ma cel. OK może intencje miał dobre ale nie daje mi żadnej możliwości obrony i perspektyw na pomyślne rozwiązanie problemu (problemu z klientem, z korporacją a nie problemu z nim). Trzecia osoba, określiłabym ją jako Osobę Na Właściwym Miejscu. Jest ona zorientowana we wszystkim i zna korporację od podszewki, zarówno od strony przełożonych jak i pracowników. Osoba ta powiedziała mi w końcu coś na czym mi najbardziej zależało. Otóż powiedziała NIE DYSKUTUJ! Moje dyskusje mimo że mam racje, mimo ze poparte dobrymi argumentami będą użyte przeciwko mnie, bo gdy w końcu przyjdzie czas do typowania osób do zwolnień ja pierwsza zostanę wskazana. Moje rozmowy, dyskusje odbijają się o wielki mur, do którego nic nie dociera. Z Panem A Co Ja Mogę się nie dyskutuje bo to i tak nic nie da.
I pytanie brzmi co ja teraz mam zrobić. Nie potrafię siedzieć cicho jak ktoś jedzie po mnie. Jak ktoś mi coś zarzuca w momencie kiedy miałam powód żeby tak postąpić. To jest wbrew mojej naturze. Ja tak nie umiem. Jeśli zacisnę zęby i będe tylko potakiwać to prędzej czy później stracę swój charakter, charyzmę i zapał do pracy. Znienawidzę prace a może i siebie. Czy to ma jakiś sens?


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Za szybko zapominam


Za szybko zapominam. Tym krótkim zdaniem mogłabym podsumować nie tylko konflikty ale i też dobrze rzeczy, które mnie spotykają. Zawsze zakładam, że ktoś chciał dobrze, że miał dobre intencje i wcale mi nie podłożył świni. A najgorzej już jest jak słyszę że winą ktoś obarcza osobę, której przy tym nie ma. Chociażby była najgorsza to i tak będę jej broniła!
Nie wiem czy to wynika z dobrego serca czy raczej z mojej naiwności, która mam wrażenie sięga powyżej dopuszczalnych granic. Ja przecież z założenia ufam ludziom. Uważam że każdy wobec mnie jest uczciwy, że nie wykorzysta tego co mówię. Nie umiem knuć, spiskować czy obmawiać za czyimiś plecami.
Nie raz się juz na tym przejechałam, ale nie umiem uczyć się na błędach, nawet na swoich.


piątek, 9 stycznia 2015

Furiatka czy wariatka?

Dziś dałam popis swojego wariactwa. Dziś w pracy zostałam doprowadzona do skraju wytrzymałości. Nie dość że koledzy pół dnia chodzili za mną powtarzając że trzeba odpowiedzieć na maila, to jeszcze ten cymbał A Co Ja Mogę? mnie dobił. Ja dziś miałam w planach zająć się klientami i nową zabawką naszych decydentów, nie miałam ochoty robić tabelek a tym bardziej odpowiadać na maile. Więc gdy trzecią godzinę z rzędu stali nade mną i gadali o tym że trzeba odpowiedzieć na maila i nikt tego nie mógł zrobić bez mojej pomocy trafił mnie szlag.
Zdaje sobie sprawę że zachowałam się jak idiotka. Impulsywnie i bez jakiejkolwiek logiki chciałam dać rozwiązanie na wszystkie problemy a wyszłam na idiotkę. Niestety, zdarza mi się to. Zdarza mi się to gdy działam pod presją. Niestety traktuje innych jak drużynę, grająca do jednej bramki a przecież stoimy po różnych stronach barykady. Jest przeciwnik i jest kibic, który może ale nie musi. Nie cierpię takich sytuacji.
Szczerze mówiąc mam wyrzuty sumienia. I to z kilku powodów.
Po pierwsze dałam się podpuścić poszłam "po prośbie" licząc że ktoś zrobi coś dla mnie. W prawdziwym świecie pewnie tak by się zadziało ale nie w tej korporacji.
Po drugie... dałam się podpuścić i w ogóle zajęłam się sprawą zamiast zostawić ja bardziej zainteresowanym, czyli użyć metody spychologii takiej jakiej używają pozostali.
Po trzecie... zachowałam się jak idiotka i teraz tak się czuję.

Osobę którą niechcący wmieszam w sprawę chciałam przeprosić ale... po pierwsze znowu zachowałabym się jak idiotka bo pewnie ta osoba nawet nie zwróciła uwagi na całe zajście i dla niej był to dzień  jak co dzień. Po drugie czasami mam wrażenie że za bardzo się spoufalam i ta osoba nie życzy sobie osobistych wycieczek.

A po trzecie czwarte i dziesiąte brakuje mi przyjacielskich rozmów, dzięki którym zaczynałam rozumieć pracę w tej korporacji i jakoś się próbowałam odnajdywać  a teraz znowu chyba się gubię.


Dopisek... Jakbym mogła w sobie coś zmienić, jakbym miała taka okazję to zmieniłabym tylko jedną jedyną rzecz. To, że za bardzo się wszystkim przejmuję. Nie dość że przejmuje się tym co robię, tym co mówię, tym co komu to robię lub mówię, to jeszcze w jaki sposób to robię, czy ta osoba dobrze mnie zrozumie, jak zrozumie itd.
A przecież jutro już może mnie nie być.
Mało tego... niektórzy mówią mi że przejmuję się rzeczami, którymi przejmować się nie powinnam a te właściwe mnie nie interesują.
Stąd ten blog... dlatego tak mało osób o nim wie... dlatego ja sama nigdzie linku do niego nie wpiszę chociaż chciałabym czasami mc podyskutować z kimś na temat tego co piszę.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Niech się dzieje

Dziś na poważnie, bo ile można mówić (myśleć) o diecie i obsesji. Zastanawiałam się nad tym czy lepiej jest działać czy czekać na to co los przyniesie. Z jednej strony jestem osobą, która nie posiedzi na miejscu, która woli robić niż mówić, która oczekuje od innych ludzi tylko dlatego że od siebie oczekuje jeszcze więcej. Z drugiej strony jestem już chyba za stara żeby o wszystko walczyć, stawiać sobie wysokie poprzeczki.
W moim życiu było wiele nadziei, oczekiwań, wyzwań, żądań. Wiele się spodziewałam na wiele liczyłam i w wielu sprawach się rozczarowałam. Kiedyś ktoś mi powiedział, że jeśli czegoś bardzo pragnę to to dostanę, wystarczy na to poczekać i to pielęgnować. Niestety ja nie mam tyle cierpliwości, nie potrafię czekać. Wciąż się tego uczę a mam najlepszego nauczyciela. Jak idzie mi nauka? Chyba kiepsko. W niektórych sprawach jestem wciąż wymagająca, niecierpliwa i szybciej robię niż myślę (a jeszcze szybciej mówię niż myślę), w innych zaś czekam... nie stawiam sobie celów, nie oczekuję, bo nie chcę się rozczarować.
To chyba starość...
... a może dojrzałość...
nie chcę wiedzieć.







niedziela, 4 stycznia 2015

Przyjaciela trzeba mieć blisko

Ja jestem dokładnie tego samego zdania. Przyjaciela trzeba mieć zawsze blisko . Ten obrazek jest strzałem w dziesiątkę :))))))


sobota, 3 stycznia 2015

Czas na zmiany czyli mój sposób na złapanie króliczka

Postanowiłam się w końcu ruszyć i coś zrobić. Zaczęłam od diety. Teraz mam wrażenie że to będzie dieta śmiechem. Uśmiałam się dziś bo jak zwykle dobry humor mnie nie opuszcza. Uśmiałam się dlatego ze pierwszym krokiem w mojej diecie jest odchudzenie portfela. Zrobiłam listę zakupów a później wydałam kupę kasy na produkty niezbędne w diecie. teraz nie mam wyjścia i muszę w niej wytrwać przynajmniej aż wszystkiego nie zjem :)
Poza tym chciałabym osiągnąć w końcu jakiś stan użyteczności. To co się ze mną zrobiło po 2 ciążach.... ech szkoda gadać.
Pogadam lepiej o tych lepszych czasach. Najfajniej wyglądałam i czułam się zaraz po studiach gdy rozpoczęłam pierwszą pracę, miałam dużo siły i energii. Zaczęłam chodzić z kolegą na siłownię, chodziliśmy też razem na stadninę na konie, a czasem nawet na imprezy. Jego znajomym wydawało się że coś między nami jest, ale to był taki typ co nigdy by sobie nie pozwolił na takie słabostki :) Ja w tym czasie się świetnie bawiłam. Spotykałam się nawet czasami z moim obecnym mężem :) mówię czasem by mieszkaliśmy bardzo daleko od siebie.
Wracając do diety i mojego wyglądu... niektórym się wydaje, a w zasadzie tak twierdzą ze wygląd nie ma znaczenia jeśli masz coś w głowie i takie tam. Ja jeśli nie czuję się dobrze we własnej skórze to jasne jest że i wydaje mi się że nic nie jestem warta. Czas to zmienić. Chcę się podobać, chcę czuć się wartościowa, chcę być piękna i się podobać.
Ok wiem, że zdarza się niektórym zatrzymać na mnie wzrok i teraz. Zauważyłam to ostatnio gdy w Sylwestra włożyłam nowa bluzkę. Ale chcę być pewna że to nie był przypadek :)
Dobra... prawda jest taka że pisze to z winkiem w ręku więc jestem trochę gadatliwa.
A niech tam, powiem to ... chciałabym częściej czuć czyjś wzrok na mnie, przypadkowe dotknięcie i widzieć uśmiech. Na szczęście postanowienie mam takie aby nie być natrętem, usiąść i czekać na bieg wydarzeń :) wiem że to postanowienie jest sprzeczne z moją naturą ale cóż, spróbować warto :)

A teraz wracam do diety (i winka)

piątek, 2 stycznia 2015

Powrót do przeszłości

Dziś miałam okazję porozmawiać chwilkę o starych czasach, starej pracy i znajomych, z którymi kiedyś pracowałam. Okazało się że kto tylko mógł zasilił zespół prawie bliźniaczej firmy do naszej ale potocznie nazywanej obozem pracy. Trafiło tam sporo osób i nie są zadowoleni. Kilka osób przeszło do firm współpracujących z naszą, niestety też jako niedobitki. Nic dobrego nie usłyszałam.
Dowiedziałam się że ja również szukam pracy i nie jest mi dobrze. Heh, wniosek jest taki że czasami mniej powinnam trzymać język za zębami bo plotkarzy wokół nie brakuje.


czwartek, 1 stycznia 2015

Pod wpływem

Ok, wczoraj spotykaliśmy Nowy rok przy "lampce" szamana, dziś świętowaliśmy przy "lampce" wina. Zazwyczaj po alkoholu jestem gadatliwa. Gdyby tylko ktoś chciał mnie o coś spytać pewnie powiedziałabym więcej niż bym chciała. Teraz mam ochotę napisać więcej, ale jeszcze jakies hamulce mi zostały (niestety).