piątek, 29 sierpnia 2014

Szybko, coraz szybciej...

Tak właśnie wyglądał mój dzień w pracy. Walka z czasem, zdążyć zanim dzień się zakończy, zakończy się miesiąc i wszystkie zadania, które miałam do wykonania. Czy mi się udało? Co za różnica? Wszystkiego i tak nie zrobię. Dziś doszłam do wniosku że skoro wszystkiego zrobić nie mogę, zrobię tyle ile dam radę i zrobię to najlepiej jak mogę. ... ale, kto by chciał rozmawiać o pracy w piątkowy wieczór.

Poza pracą... w moim życiu wciąż jak na karuzeli. Kiedy wszystko już sobie poukładałam w głowie, zaplanowałam co i kiedy mam robić aby osiągnąć swój cel, okazało się że istnieje zbyt duże ryzyko. Teraz zastanawiam się czy znowu zmieniać plany czy ryzykować.
Poza tym wrzesień. Rozpoczyna się szkoła, zajęcia dodatkowe, zajęć będzie jeszcze więcej niż do tej pory. Już się nie mogę tego doczekać, z drugiej strony byleby wytrzymać codzienną bieganinę. Na tą chwilę jestem nastawiona mega pozytywnie, czego nie można powiedzieć o moim starszaku. Chłopina wymyślił sobie że nie chce chodzić na żadne zajęcia sportowe. Na tą chwilę nie udało mi się poznać powodu takiej decyzji bo tłumaczenia że nie będzie miał czasu na zabawę w swoim pokoju do mnie nie trafiają. (W tej chwili do pokoju chodzi za karę). Bardziej prawdopodobne jest to ze wydaje mu się że będzie mógł grać na komputerze, niestety chyba zapomniał że w roku szkolnym mu na to nie pozwalam. Tak więc po wielu rozmowach doszliśmy do kompromisu. Starszak zgodził się na uczestnictwo w zajęciach sportowych przez miesiąc, góra dwa a później sam podejmie decyzję czy będzie kontynuował czy rezygnuje.
I teraz czas na najśmieszniejsze. Pewnie nie raz słyszeliście o ambicjach rodziców, którzy swoje niespełnione marzenia o wyczynach sportowych realizowali wysiłkiem dzieci? Pewnie nie jedna osoba mnie zaliczy do takich osób bo prawdopodobnie będzie wyglądało to że zmuszam dziecko wbrew jego woli. Nic bardziej mylnego. Dzieć mój jest leniwy, słaby i ogólnie jest chucherkiem. Moim zdaniem jakiekolwiek zajęcia sa dla niego wskazane. Mimo iż początkowo nie będzie chciał to znając go będzie mu się podobało i będzie dobry w tym co robi.

A na zakończenie takie spostrzeżenie...

Kiedy czuję że ogarnia mnie chaos i zmęczenie, zostawiam wszystko na 10 minut,
Świadomie odsuwam wszystkie myśli.
Przez te 10 minut zajmuję się tylko oddychanime.
A potem uśmiecham się do siebie i dalej oddycham :) Myśli poukładają się same, zadania same się zrobią, po co mi one?
(karteczka pochodzi z facebooka Beaty Pawlikowskiej)
eM



czwartek, 28 sierpnia 2014

Wszystko ma jakieś znaczenie

Niestety...
Czasami dochodzi do tego, że pewne wydarzenia rozpamiętuje długi i często. Za dlugo i za często. Jeśli coś nie jest po mojej myśli to mnie to dręczy dniami i nocami. Jeśli ma to pozytywne znaczenie myślę o tym intensywnie.

A w konsekwencji mam kolejną nieprzespaną noc :/

Później opowiem ci jakie wspomnienie mnie prześladuje...


eM

środa, 27 sierpnia 2014

Zmęczenie materiału przesiąkniętego złością, rezygnacją i bezsilnością

Dziś jestem zmęczona... fizycznie zmęczona. Dawno już nie było ze mną tak źle bo na dodatek mam mętlik w głowie. Z jednej strony kolejna awantura w pracy a z drugiej świadomość że jest ktoś kto potrafi przyjść bez konkretnego powodu, dla samej przyjemności (mam nadzieję) rozmowy (z której i tak nic nie wyszło). Poza tym dzień nie przyniósł rozwiązań tylko kolejne pytania, na które muszę odpowiedzieć.
Dziś zdałam sobie sprawę że nie mam w pracy osoby na którą mogę liczyć w 100%, która mi pomoże i którą ja mogę wesprzeć. Która stanie w mojej obronie. (Dobra... skłamałam, jest chyba taka osoba ale...). Czasami jest tak, że jak się wchodzi w stary zespół ludzi pracujących ze sobą od kilku lat to cię nie akceptują. Pomyśl co się dzieje jak taka "nowa" osoba ma swoje zasady lub nie chce podporządkować  się przyzwyczajeniom załogi. A co najważniejsze nie uznaje wyższości "starszego"kolegi. Wiem, że jeśli dojdzie do konfrontacji to nie mam szans nawet jeśli mam rację. Nie potrafię grać innej osoby niż tą jaką jestem i nie potrafię robić dobrej miny do złej gry. Jeśli jest coś na rzeczy to to widać, jeśli jestem wściekła to to słychać, jeśli mi coś nie leży to o tym mówię. Nie potrafię dusić w sobie złych emocji, nie potrafię uśmiechać się i mówić że jest super jeśli nie jest. A takie są chyba zasady w mojej pracy.
Co robić? Zacisnąć zęby i starać się przetrwać? Po co? 



Czy jestem złośliwa? TAK, jeśli ktoś na to zasłużył. Ale nie potrafię ukrywać urazy, złości, szczęścia, radości... Musze się teraz nauczyć grać kogoś kim nie jestem, uśmiechać się do wszystkich i udawać jak jest super.
Teraz będę taką Małą Mi z Muminków nie z mojej pracy 

eM

wtorek, 26 sierpnia 2014

Wióry lecą.

Dzisiaj znowu dzień w pracy zakończyłam awanturą. Czy to ze mną jest coś nie tak czy może tylko ja jedna o swoje się kłócę. Jak można być takim dwulicowym typem, który chował się pod biurko jak prosiłam o pomoc, gdy proponowałam że oddam mu kontrakt skoro powinien należeć do niego to słowem się nie odezwał. A dziś zarzucił mi kradzież!! 

Nie pozwoliłam pojechać po sobie dla przełożonego (co wprawiło w niemałe osłupienie załogę i jego samego) więc tym bardziej nie pozwolę na to "koledze". Problem w tym że chyba włożyłam kij w mrowisko. Niestety trafiłam na dwulicową szuję, która na co dzień jest miła i serdeczna a jeśli ktoś dla mnie jest miły ja szczerze odwdzięczam się tym samym. Nie potrafię nabrać dystansu i być neutralna. 

Gdy przyszłam do pracy poznałam osobę, która powiedziała coś co mnie bardzo zdziwiło. Otóż pomimo spędzania tak wielu godzin w pracy, z ludźmi z którymi na co dzień rozmawia, dzieli się praca czy chociażby omawia zadania do wykonania nie utrzymuje kontaktu ze współpracownikami po pracy. Kończy się dzień, wychodzi z biura i koniec. Bardzo mnie to zdziwiło. Zawsze myślałam że skoro spędza się z ludźmi tak dużo czasu to nawet dla własnego zdrowia psychicznego trzeba mieć jakieś wspólne tematy do rozmowy, przyjaźnić się czy chociażby rozmawiać. Powinno się lubić, przyjaźnić a przynajmniej dogadywać, być w dobrych stosunkach. Okazuję się że muszę iść do tego ktosia po nauki. Jak się nie angażować, jak nie dzielić się swoim życiem i nie angażować w czyjeś mimo że jest się otwartym i lubi ludzi. 

Jako osoba która mnie dobrze zna pewnie powierz, że kolejna karteczka pasuje do mnie, że jak ktoś mi naciśnie na odcisk taka się staje. Uwierz że w tym przypadku chciałabym, żeby tak było. Chciałabym umieć uśmiechać się patrząc w oczy a za plecami wbijać szpile. Jestem taka, ze gdy wchodzę z kimś na wojenną ścieżkę to ta osoba doskonale o tym wie i wtedy wióry lecą.
Jednak nie moją intencją jest niszczyć kogoś. Ja chcę tylko szczerości we współpracy!


Jak myślisz jak długo wytrzymam w tej pracy? 


A tak na marginesie. Pamiętam jak poprzedniej pracy wojowałam o mój dział z działem od którego byliśmy zależni, a który nam nic nie chciał dać. Kłóciłam się z chłopakami i walczyłam dzielnie. Jak odchodziłam wspominaliśmy stare czasy i usłyszałam, że tylko mi się udało zawsze dostać to co chciałam, że ja przecierałam szlaki i tylko ze mną prowadzili współpracę jak z partnerem. Miłe to było :-) 

eM

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Kilka słów o ...

Chciałam dziś napisać kilka słów o...
o pewnej osobie. Znasz ją?
Otóż owa osoba jest:
- nerwowa
- leniwa
- próżna
- krzykliwa
- wymagająca
- przemądrzała
- wszystko wie najlepiej
- wszystko robi najlepiej
- zakompleksiona
- wywyższająca się
- ma trudny charakter
a do tego:
- zawsze COŚ chce
- wiecznie jest niezadowolona
- wiecznie coś krytykuje
- szybciej coś powie niż pomyśli
- szybciej coś zrobi niż pomyśli
- nie ma silnej woli
- nie dna o siebie
- nie ma dla siebie czasu


Znasz tą osobę? 
Dodasz coś jeszcze?

eM

niedziela, 24 sierpnia 2014

Spełnienia

Pamiętasz co robiłaś, lubiłaś robić będąc dzieckiem?
Pamiętam, że ja stąpałam twardo po ziemi, moje marzenia zawsze były realne, namacalne i do zdobycia. Pamiętam że zawsze chciałam być nauczycielką matematyki. Tak naprawdę zawsze chciałam sprzedawać, ale o tym nie musiałam marzyć bo odkąd pamiętam zawsze to robiłam.
Pamiętasz guziki dziadka? To jest moje pierwsze wspomnienie. Ile mogłam mieć wtedy lat? Pamiętam tylko że podglądałam dziadka jak układał swoje pudełeczka na progu domu. Przychodzili do niego klienci, a ona pakował im guziki, rozmawiał i sprawiał ze ludzie byli zadowoleni. 
Drugim wspomnieniem jest sklep z farbami drugiego dziadka. Oj nie często tam bywałam ale pamiętam złotą wagę i ceramiczne odważniki. Później to już chyba był sklep mamy. Wtedy to już byłam duża, chodziłam do podstawówki. Pamiętam że codziennie przed lub po szkole pomagałam mamie.Obsługiwałam klientów, ustawiałam towar i wszystko inne. Zdarzało się że mama wychodziła a ja zostawałam sama i byłam wtedy w swoim żywiole. Wiesz... uśmiecham się na to wspomnienie.
Co było w tak zwanym miedzyczasie? Każde wakacje w jakiejś pracy, na bazarze, objazdówki z dziadkiem po wsiach, warzywniak, sklep spożywczy, budka na dworcu z zapiekankami. Za czasów liceum sklep z kosmetykami, buty na bazarze. Masakra jakaś :)))) Czy ja w ogóle potrafię robić coś innego? Wiesz o czym marzę? Wiesz! I kiedyś dopnę swego.
A nauczycielką, wprawdzie nie matematyki też byłam.
A ty o czym marzyłaś? Co robiłaś jak ja spędzałam całe dnie w sklepie? Bo z butami zawsze walczyłyśmy razem :)
Jakie masz teraz marzenia?


Właśnie pomyślałam o tym, że moje marzenia zawsze polegały na być a nie mieć. Zawsze w marzeniach chciałam coś robić, być kimś, niż coś mieć. (Pewnie dlatego teraz nie mam nic :) )
eM

Weekendowe szaleństwo (moje szaleństwo)

Wiesz co... chyba wykrakałaś, a może to ja bo leje. Od rana nic tylko deszcz, deszcz, deszcz. Na szczęście nie mam czasu się tym przejmować bo przygotowuję się do remontu. Dziś pojechałam ze starszakiem po kilka niezbędnych drobiazgów i muszę stwierdzić że niekoniecznie był to dobry pomysł. 
Po pierwsze mimo tego że leje, mimo wczesnej godziny i pustek na ulicach w pierwszej galerii był dziki tłum. Znalezienie miejsca parkingowego graniczyło z cudem, a samą jazdę po parkingu można zaliczyć do sportów ekstremalnych. W środku było tylko gorzej. Nie powiem ile mnie to nerwów kosztowało, ale stwierdzam po raz kolejny że NIENAWIDZĘ robienia zakupów. 
Po drugie sam fakt zabrania starszaka następnym razem dobrze przemyślę. Nie będę tu opowiadać o tym co robił i mówił bo na samo wspomnienie ciśnienie mi skacze. Powiem tylko tyle NIGDY WIĘCEJ. Zawsze powtarzam że kiepska ze mnie Matka-Polka, moja cierpliwość i wytrzymałość ma swoje granice, które ostatnio zostały nadszarpnięte.
Po trzecie, już ostatnie -  znowu, tak ZNOWU sama muszę się zajmować takimi rzeczami. Trudno jest robić remont i przygotowania do remontu samemu, nosić worki wypchane ciuchami i organizować wszystko wokół. Ale moja mama chyba to przewidziała jak byłam jeszcze dzieckiem, kiedy tapetowałyśmy same nocą mój pokój. Już wiem jak się do wszystkiego zabrać. I wiem jeszcze jedno... umiesz liczyć, licz na siebie! 

Czasami mam wrażenie że Mała Mi mówi do mnie


eM

Jesień

Jesień? Nawet o niej nie pomyślałam, ale faktycznie chyba wisi już w powietrzu. Poranki są coraz chłodniejsze, wieczory krótsze. Ja również wolę Złotą Polską Jesień od upałów. Kolory,zapachy jesieni są piękne i wyjątkowe... ale zdajesz sobie sprawę że to tylko bajka? Przez większość czasu leje, jest zimno i ponuro... A jesienna deprecha? Mówi ci to coś? :) Haha ciesz się słońcem bo inni tego nie mają.


W tym roku niestety wszystkie te najpiękniejsze okoliczności przyrody prawdopodobnie przesiedzę w biurze. Jednak 8 godzin  to większość dnia, a zmęczenie i codzienne obowiązki nie zostawiają zbyt wiele czasu na odpoczynek i relaks.
Masz jakiś patent na szybkie wyluzowanie się? Odstresowanie po pracy? Coś czuję że będzie mi on bardzo potrzebny. Pracuję w specyficznym kociołku, który pewne osoby nazywają korporacją, jakby chciały zaklinać to słowo i zaczarować świat. Jako osoba "nowa" obserwuję zachowania i styl pracy innych oraz wymagania nakładane na pracowników przez "górę" i coraz bardziej mnie to bawi. Ale ... to jest temat rzeka. Myślę że będzie jeszcze okazja o tym porozmawiać. Zwłaszcza, że wieczory stają się coraz dłuższe a kawa coraz smaczniejsza.
eM

sobota, 23 sierpnia 2014

Kazała napisać to piszę :)

Jestem, jestem mózg mi się topi od dłuższego czasu więc nie mam czym myśleć żeby coś napisać hahaha. Zaraz sobie pomyślą że druga świrnięta :) Nawet klimatyzację włączyłam żeby coś sensownego napisać i mam nadzieję że mi się to uda. Nie wiem czy mam ochotę odpowiadać na pytania bo wciąż jeszcze jestem w wakacyjnym nastroju w końcu za oknem 40 stopni. Tylko że ta wakacyjna pogoda będzie się utrzymywała do końca listopada a to już nie napawa mnie radością bo jak ja mam egzystować w tych upałach. A tu jeszcze trzeba pisać i to nie tylko tu na blogu ale i tak ogólnie w pracy. 
U Ciebie pewnie już początek jesieni jak ja Ci tego zazdroszcz, brakuje mi kolorowych liści, najbardziej tych czerwonych bo te oliwne zielone przez cały rok a pozostałe usychają nim zdążą choć troszkę zżółknąć. Kasztany, żołędzie też jak na lekarstwo ale za to słońce, słońce, słońce, plaża i woda przez cały rok. 
Wiesz,że ja od dwóch tygodni kawy nie piłam, nawet tej morożonej, na zimnych arbuzach jadę :) problemy z żołądkiem się odezwały więc kawa poszła w odstawkę, nawet herbatka w tulipanowej szklaneczce już mnie nie cieszy, pozostał schłodzony napar z rumianka hahaha. To do pogadania przy szklaneczce kawy i kawałku zimnego abuza. Pa

Te.

O nas


Pomyślałam żeby stworzyć rubryczkę "o mnie" czyli "o nas", bo jeśli trafi tu zabłąkany Czytelnik pomyśli że mam coś z głową. Piszę sama do siebie zadając pytania w próżnię. Otóż NIE. Jesteśmy tu dwie, z filiżanką kawy w ręku rozmawiamy o życiu, o nas, o tym co nam w sercu gra. Dzielą nas tysiące kilometrów jednak w obecnych czasach to nie problem. Wystarczy włączyć dowolny komunikator i w każdej chwili mogę cię zapytać "co robisz?". Problem w tym, że na długie wieczorne rozmowy nie mamy czasu. Wygadać się opowiedzieć o tym co myślę, poskarżyć czy zwyczajnie wysłuchać... ot takie babskie gadanie o wszystkim i o niczym.
Moja kawa pachnie kardamonem, jest mocna i gorąca. Twoja zapewne mrożona, z lodami waniliowymi, już cię orzeźwiła więc dołącz do rozmowy. 
Zabłąkany Czytelniku... jeśli masz ochotę włączyć się do rozmowy pozostawiamy Ci możliwość komentowania. Możesz się przedstawić lub zostać anonimowy. Pamiętaj jednak że pozostawiamy sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych i takich, które przekraczają granice (nasze granice).

eM


piątek, 22 sierpnia 2014

Paszkwil

Paszkwil (wł. pasquillo) – utwór literacki, często anonimowy, skierowany przeciw konkretnej osobie, ośmieszający ją w sposób oszczerczy i obelżywy.

Tak, ten mój paszkwil będzie skierowany wobec bardzo konkretnej osobie.


Spotkałaś w swoim życiu ludzi o typie pies ogrodnika? A może miałaś do czynienia z wyrośniętymi dziećmi, z wyglądu dorośli ale zachowują się jak rozpieszczone bachory? Stanął ci na drodze kiedyś człowiek który sam nic nie zrobi ale po laury zgłasza się pierwszy? Pomyśl jakby wyglądała osoba która łączy w sobie wszystkie te cechy. Dodatkowo patrząc ci w oczy wprowadzi w błąd mimo że zwracasz się z prośbą o pomoc!
Długo zastanawiałam się czy to możliwe, czy taki ktoś może funkcjonować w społeczeństwie, być lubianym i szanowanym człowiekiem. Otóż może, bo do tego jest fałszywy i zakłamany. Zawsze wszystko jest super, pięknie, kolorowo i radośnie a za plecami .... ech szkoda gadać.

Życzę ci żebyś nigdy nie spotkała takiego człowieka. Sobie życzę żebym dała radę to wytrzymać.

eM

czwartek, 21 sierpnia 2014

Zaklinam mój świat radością

O czym to ja dziś? Aaaa o języku... albo nie. Znowu będzie o mnie skoro Ty milczysz :)


Przyjęłam zasadę aby cieszyć się zawsze, nawet kiedy warunki ku temu nie sprzyjają. Dlatego jak wariatka szczerzę się zawsze jak wchodzę do pracy, jak chodzę po korytarzach i w każdej innej sytuacji. Z uśmiechem witam każdą wchodzącą na piętro osobę. 
Dziś (po raz kolejny) zapytała mnie koleżanka co mnie tak cieszy? skąd ja biorę powody do radości? Zawsze uśmiechnięta i w większości przypadków pełna energii zrażam radością (przynajmniej ją).

Otóż:
1. życie za krótkie jest aby się martwić, na zmartwienia zawsze przyjdzie czas
2. z uśmiechem na twarzy i w sercu trudne sprawy stają się łatwiejsze a łatwe przyjemniejsze
3. lepszy efekt przynosi znajdowanie powodów do śmiechu niż do zmartwień.
4. jeśli nie ma powodu do śmiechu zawsze można wywinąć komuś psikusa i zabawa jest wtedy przednia. 
Np dziś chciałam zażartować i udałam że wlewam koledze wodę za kołnierz koszuli. Sęk w tym że nie przewidziałam że wody w naczyniu mam tak dużo że wlałam ją naprawdę. Kolega wrzasnął i się zaczęło. Podobno słychać nas było w całym budynku, myślę że poza nim również!

A teraz moja tajemnica... jak wywołać radość i naładować się pozytywną energią na cały dzień?
1. Wstań z łóżka i od razu uśmiechnij się do siebie
2. Włącz bardzo głośno ulubioną, energetyczną muzykę (skoro ty już nie śpisz domownicy tez nie powinni!) i zatańcz jak wariatka/wariat z zaspanymi dziećmi.
3. Jadąc samochodem do pracy pomachaj razem z dzieckiem do zaglądających z okien autobusów pasażerów niech i oni się uśmiechną
4. Włącz głośno muzykę i śpiewaj tak, żeby wszyscy stojący razem z tobą w korku zaczęli też śpiewać. Jeśli popukają się w głowę to oznacza ze ci zazdroszczą!
Cieszę się że nawet zasępiony Mruk siedzący przy biurku jak przychodzi do mnie ma uśmiech na twarzy od ucha do ucha.

Ten śmiech, radość, wieczny optymizm jest również sposobem na zaczarowanie świata wokół mnie. Trafiłam do miejsca gdzie większość ludzi straciła cel, sens, zrezygnowała. Zasiedzieli się w jednym miejscu i nie wiedzą jak wyjść, jak coś zmienić. Przykre to jest. Jednak mi to nie straszne bo JA SIĘ BAWIĘ!! ŻYCIE JEST PIĘKNE! 

Tak więc idąc tym tropem muszę stwierdzić że chyba nigdy się nie zestarzeję bo nie przestanę się bawić.
 A ty?

eM

środa, 20 sierpnia 2014

O przyjacielu

Masz prawdziwego przyjaciela? (o mnie tu nie mówimy ;) )



Ja może nie odpowiem na to pytanie. Bardziej zastanawiam się nad tym czy można mieć przyjaciela na całe życie. Zawsze mi się wydawało że prawdziwy jest na zawsze, ale ludzie się zmieniają, okoliczności, poglądy również. Więc może ten najlepszy może być na czas jakiś? 
Mam wokół siebie kilka osób na które zawsze mogę liczyć i które mogą liczyć zawsze na mnie. Mam też osobę która aspiruje do miana najlepszego przyjaciela ale stawia mur, granicę, której przekroczyć nie mogę (i chyba nie chcę). Dla mnie przyjaciel to osoba której ufam i która ufa mi, która jest otwarta, z którą mogę zawsze o wszystkim porozmawiać. Bardziej niż specjalne traktowanie doceniam szczerość. Ale najważniejszy jednak jest wysoki wskaźnik tolerancji bo zdarza mi się najpierw coś powiedzieć a potem pomyśleć :) 
eM

wtorek, 19 sierpnia 2014

Nigdy nie żałuj...

Odkąd pamiętam zawsze wychodziłam z założenia że żyć trzeba tak żeby niczego nie żałować. Każdą podjętą decyzję przemyślałam bardziej lub mniej ale zawsze to była moja decyzja i na tą chwilę była dla mnie lub mojego otoczenia najlepsza.

Teraz gdy zobaczyłam ten obrazem przypomniałam sobie o tym. Tak, to prawda, wciąż kieruję się tą zasadą. Dzięki temu zbudowałam swój silny charakter, osiągnęłam to co osiągnęłam. Jeśli czegoś nie zrobiłam widocznie się nie dało, może spróbuje jeszcze kiedyś a może zostawię to co jest.
Czy są w moim życiu rzeczy które bym zmieniła? Pewnie tak, ale wciąż się upieram przy tym że decyzje podjęte przeze mnie były dla mnie najlepsze.
A czego mogłabym żałować? Hmmm... chyba tego czego nie zrobiłam, że bałam się podejmować decyzje które wpłynęłyby na moje obecne życie gdy byłam np studentką. Dużo się działo wtedy w moim życiu, chciałam z koleżanką założyć firmę i z perspektywy czasu wiem że by nam się udało. Mogłam posłuchać jednego profesora i przyjąć jego propozycję, bałam się że mnie to przerośnie. Ale nie żałuję. Dzięki temu wiem że nie ma się czego bać i że trzeba łapać okazje, chwile, ciężko pracować a sukces będzie w zasięgu ręki.
A ty? Niczego w życiu nie żałujesz?

eM