wtorek, 30 września 2014

Moja instrukcja obsługi

Niedawno odnalazłam fajny obrazek.


Dziś jadąc samochodem wspominałam. Wspominałam czasy studiów, zabawę, kolegów... zastanawiałam się co u mnich. Czy gdybym spotkała ich teraz przypadkiem czy bym ich poznała, czy oni by mnie poznali. Fajne to były czasy. Dzięki koleżankom odważyłam się na dużo więcej niż można było się po mnie spodziewać. Nigdy nie posunęłam się za daleko. Dobrze się bawiłam, miałam fajnych znajomych.
Tak myślę że chętnie bym ten obrazek pokazała jednemu czy drugiemu, ale to były stare czasy.

Szkoda że nie mogę opowiedzieć wszystkiego co wyprawiałam kiedyś. Buzia mi się uśmiecha na wspomnienie, fajnie było.
Dziś aż tak fajnie nie jest.
eM

poniedziałek, 29 września 2014

Czasami i ja potrzebuję pomocnej dłoni

Każdy człowiek czasami może mieć gorszy dzień. Ja taki miałam wczoraj. Nazbierało się zmartwień, problemów, zmęczenie (bezsenność nie daje za wygraną).
Dziś za to mój nastrój zmienił się całkowicie. Wczoraj miałam komu się wygadać, dziś też nie pozostałam bez wsparcia. Bo tak naprawdę liczą się chęci, drobne gesty (możne nawet nieświadome), które sprawiają, że czuję się lepiej. Nie zawsze mam siłę walczyć z całym światem, nie zawsze mam ochotę stawiać czoła problemom. Czasami i ja potrzebuję pomocnej dłoni, potrzebuję aby ktoś zrobił coś dla mnie (za minie), pomyślał o mnie, zapewnił o swojej pomocy nawet gdy sama mogę sobie poradzić. 
Po to są przyjaciele.

eM
   

niedziela, 28 września 2014

(NIE)Zwykła

Mam dość codzienności, zwyczajnych dni, pospolitych rzeczy. Brakuje mi wyzwań, zaangażowania. 
Zastanawiam się skąd się to bierze. Żyję z człowiekiem dla którego normalne, spokojne życie, zwykłe życie, gdzie każdy dzień wygląda tak samo jest w zasadzie spełnieniem wszelkich oczekiwań. On na nic więcej nie liczy, nic więcej nie oczekuje. Jest szczęśliwy gdy życie mija mu spokojnie bez zbędnych zmian i wysiłku.
Ja tak nie potrafię. Duszę się, nudzę, denerwuję. Potrzebuję wyzwań, zadań, potrzebuję celów.
OK, mam pewne plany, cele ale co mi po nich jak jestem uwiązana do domu, do rodziny. Nie mogę nic zrobić bo mimo że słyszę zapewnienia o wsparciu i pomocy to gdy już potrzebuję tego wsparcia (chociażby w zajęciu się rodziną) słyszę... "ale po co to będziesz robić?". 
Jakby tego było mało jestem człowiekiem stadnym. Lubię towarzystwo, lubię przebywać z ludźmi, współpracować, pomagać i szlag mnie trafia jak nie mogę zaprosić znajomych do domu "bo potem trzeba sprzątać". Nie mogę wyjść nigdzie bo dziećmi trzeba się zająć, bo i tak ciągle gdzieś jeżdżę i wychodzę (na treningi). 
Nie pamiętam kiedy ostatnio robiliśmy coś razem i nie dzieci są tu przeszkodą chociaż oboje tak to sobie tłumaczymy. Nie mamy wspólnych zainteresowań, nie mamy wspólnych planów czy chociażby wspólnych oczekiwań.
Nie wiem co mogę dalej z tym zrobić. Żyjemy razem a jakby osobno. Nie przeszkadzamy sobie ale wsparcia tu też niema. Jak długo da się tak funkcjonować? Oby długo bo skoro inaczej się nie da to jakoś trzeba.  

eM

wtorek, 23 września 2014

Przyjaciółki

Pamiętaj... jestem tu, jestem dla Ciebie i jestem w każdym innym miejscu gdzie tylko chcesz żebym była. Rozmowy o uczuciach są trudne ale do czasu. Wystarczy się przełamać, spróbować i zrobić to. Nie będę ci tu pisać jak to zrobić, jak ja to zrobiłam, bo to już pewnie wiesz. Mogę ci napisać że lekko nie jest ale to my jesteśmy kowalami swojego losu i tylko od nas zależy do czego i jak dojdziemy. 
Coś jeszcze ci powiem. Całe życie stawiałyśmy czoła różnym przeciwnościom losu. Od pewnego czasu zaczęły być one różnić się od siebie (moje od twoich), ale w pewnym sensie jesteśmy podobne do siebie. Obie jesteśmy twarde, ale obie tworzymy wobec siebie pancerz. Ja nie potrafię zaufać, ty mówić o uczuciach. Ja jak już komuś zaufam, otwieram się aż za bardzo. Ty zaczynasz mówić o uczuciach. 
Słuchaj. Siłę masz, siłę znajdziesz, bo jesteś z rodziny twardzieli. Masz to w genach. Musisz tylko to sobie uświadomić. Potrafisz zrobić wszystko, potrafisz osiągnąć wszystko. Jesteśmy niezniszczalne, ale czasami potrzebujemy zwinąć się w kulkę, przytulić do kogoś i popłakać. Stać się bezradnym kotkiem który potrzebuje pomocy, opieki i troski. Takie życie.

eM



Dzisiaj moja kolej pisania

Nie jest zle, tydzien temu bylo duzo gorzej. Wpadlam chyba prawie na dno, zalamalam sie, chcialam rzucic wszystko i uciec. Ty i Ona pomoglyscie mi. Ty otworzylas oczy i pokazalas jak bedzie jak wroce a Ona powiedziala mi jak sobie radzic z tym co mi jest i dokladnie opisala stan w jakim sie znajdowalam. Stan zalamania, stan bezsilnosci i beznadziejnosci. Jak dlugo czlowiek moze tlamsic w sobie negatywne uczucia. jak radzic sobie z nimi jak je wyrzucic z siebie jak rozmawiac. Jestem prawie 40 latka a nie umiem rozmawiac o uczuciach nie umiem mowic o tym co mnie gruzie umiem jedynie je w sobie tlamsic i wybuchac wybuchac jak wulkan i niszczyc wszystko co mi stanie na drodze. Na szczescie nigdy nie jest za pozno na nauke tym bardziej jesli obok nas jest ta jedyna ukochana i kochajaca osoba. Osoba ktora chce nas wspierac a nie moze przebic sie przez mur ktory storzylismy. Bezradna i pelna obaw o przyszlosc osoba. Bo przeciez sa tez one male kochane i kochajace szkraby niewinne i niczego nie swiadome. Dobrze ze go mam i je tez i ze mam Ciebie i Ja i ze zrozumialam co sie dzieje i ze sie ucze wyrazac to co mnie gryzie, to czego pragne czego potrzebuje. Naucze sie i znowu bede szczesliwa jak nigdy. krok po kroku do szczescia.
Te

poniedziałek, 22 września 2014

Wybacz życie... nie pozwolę się miażdżyć

Dziś znowu byłam na dywaniku u przełożonego... nie to że chodzę tam często, częściej niż pozostali ale dziś przeżyłam szok. Po pierwsze opieprz zaczął się od słów "widzę u ciebie poprawę, widzę że dajesz z siebie wszystko". Niestety te słowa nie powstrzymały mnie, a wręcz wywołały niepohamowany śmiech, skomentowałam tylko tak, że czuję się urażona bo zawsze daję z siebie wszystko. Później lepiej nie było. Wszelkie zarzuty były przeze mnie obalane śmiechem, zgodziłam się tylko z jednym i obiecałam poprawę.
Na końcu usłyszałam "... nie bierz tego do siebie, nie analizowałem twoich wyników tylko wszystkich".
NO ŻESZ KU...
Jak można brać na dywanik kogoś, zarzucać mu coś a potem mówić że to nie o nim było.

Na szczęście ja nie boję się przełożonego i zawsze z nim dyskutuję. W kaszę sobie dmuchać nie dam!
eM


sobota, 20 września 2014

Nieszczęścia chodzą parami

Mówią że nieszczęścia chodzą parami.
Ja nie chodzę w parze
a w zasadzie to z moją parą nigdzie nie chodzę
To znaczy że mam szczęście?
eM



piątek, 19 września 2014

Sprowadzona do pionu.. znowu


Ha Chyba trafiłam na prawdziwego przyjaciela bo nie dość że jeśli tego potrzebuję to jest dla mnie bardzo wyrozumiały ale potrafi też otwarcie i wprost powiedzieć mi prawdę w oczy. Owszem jest złośliwy, docina mi i za wszelką cenę chce pokazać jaki jest ważny, ale przy tym potrafi sprowadzić mnie na ziemię. Tak, nie raz dostałam od niego po głowie i zostałam sprowadzona do pionu, Tak, za co mu dziękuję.
Przykro mi... ale cóż.
Decydując się na powrót do pracy na stanowisko to na jakim jestem obiecałam sobie że nie będę się wychylać. Będę szeregowym pracownikiem, takim jak wszyscy inni. Będę średniakiem. Jednak czasami mój charakter bierze górę. Lubię wyzwania a nie prace za biurkiem, porywam się z motyką na słońce i zakładam że inni pójdą ze mną, niezależnie od tego czy tego chcą czy nie. Poza tym podobno od innych wymagam, a nie powinnam.
Dziś poszłam do przełożonego z propozycją rozszerzenia grupy klientów. Po jego minie widać było że znowu wyszłam przez szereg. NIE MOŻNA MIEĆ POMYSŁÓW JEŚLI TWÓJ PRZEŁOŻONY NIE WPADŁ NA NIE PIERWSZY!

czwartek, 18 września 2014

Nie jestem wredna tylko ruda



Gdy zobaczyłam tą karteczkę uśmiałam się prawie do łez. Czy wiesz jak na mnie mówili na studiach? A czy wiesz co ja na tych studiach wyrabiałam z koleżankami? Cieszę się że trafiłam do takiego towarzystwa bo mam co wspominać. 
Ale od początku. Na studiach skumplowałam się z 2 dziewczynami. Stanowiłyśmy nierozłączną trójkę, która po zajęciach zajmowała się (ogólnie mówiąc) miło spędzaniem czasu. Jako że moje koleżanki mieszkały w akademiku a ja na stancji przesiadywałam u nich całymi dniami często zostając na noc. Jednym z naszych ulubionych zajęć było umawianie się z facetami poznanymi przez internet. Zawsze umawiałyśmy się o godz 20 pod kinem i nigdy tam się nie zjawiałyśmy. Któregoś razu właśnie gdy spędzałam długie godziny na takim bajerewaniu "nieznajomego" okazał on się dobrym znajomym. Niestety lub stety on się domyślił że rozmawiał ze mną i od tej pory byłam Ruda. Początkowo tylko on nie tak nazywał a później już wszyscy jego znajomi i nasi wspólni.
Fajne to były czasy, miło je teraz wspominać. Szkoda tylko ze już minęły. Jednak mam czasem chęć wrócić do takiego beztroskiego flirtowania, bez przejmowania się czymkolwiek. 


(dopisek)
Przypomniało mi się jak udało mi się nakręcić pewnego asystenta,który jako że prowadził zajęcia ze studentami nigdy nikomu nie uległ i sie nie umówił. Poza jednym małym wyjątkiem. Udało mi się go przekonać. Pojawił się razem z kolegami w pubie i od tamtej pory miałam 2 nowych fajnych kolegów. Ciekawa jestem co porabiają. Jeden ma 2 córki a drugi? (trzeci nie jakoś się nie dał wkręcić :) ). Teraz siedziałam na FB szukając ich. Może jakimś cudem uda mis ię znaleźć Kono,Markusa albo Globusa? :)


eM

środa, 17 września 2014

Gdy wiem że warto...

Siedzę sobie przed monitorem z lampką wina w ręku. W TV leci TOP CHEF na uszach mam słuchawki i zastanawiam się co włączyć.
Miałam coś napisać ale nie wiem od czego zacząć, z dnia na dzień mam coraz więcej do napisania. Wszystkie myśli bez ładu i składu, bez rozwinięcia cisną się na klawiaturę. Od czego zacząć? Może od obrazka a później jakoś już pójdzie....

Gdy wiem że warto, zrobię wszystko.
Gdy wiem że chodzi o innego człowieka, zrobię wszystko.
Gdy wiem że chodzi tylko o kasę... nie zrobię nic.

Zdecydowanie wolę starać się dla innych, mieć wśród siebie życzliwe osoby, czuć się potrzebna. Lubię też jak dla mnie ktoś poświęca swój czas, pomaga i wspiera.
Pieniądze mnie nie interesują. Raz sa a innym razem ich nie ma. Wydaje mi się że już się nauczyłam radzić sobie w najbardziej kryzysowych sytuacjach. Byłam już w życiu pod kreską. Jednak zawsze miałam wsparcie i pewność że są ludzie którzy mi pomogą. O pomoc nie prosiłam, ale sama świadomość że mam na kogo liczyć dodaje skrzydeł.

Jestem szczęściarą.

Swoim szczęściem chciałabym obdarować innych, podzielić się tym co mam, pomóc, uszczęśliwić. Nie mam złych intencji i zawsze chcę jak najlepiej.
Nie często potrafię zaufać obcej osobie, ale jeśli już to się zdarza chciałabym aby ta osoba ufała dla mnie. Mimo mojej wrodzonej nieśmiałości jestem otwarta i chciałabym aby mi zaufano.

Rozpisałam się bez sensu... a miał  być paszkwil na Mruka...

Mruk to taki człowiek zza biurka co to siedzi wpatrzony w monitor swojego komputera i słowem się nigdy nie odezwie. Jednak tak naprawdę wiecznie prowokuje kłótnie, które później trzeba rozładowywać na papierosie.

Wino ... skończyło się. Więcej nie mam odwagi napisać.

eM

sobota, 13 września 2014

Kobiecy punkt widzenia

Tekst ten powinien być oznaczony +18 a przynajmniej to co siedzi w mojej głowie takie jest. Więc jeśli nie masz tyle lat to przerzuć internet na inny kanał.

Otóż dziś będzie o tym że nie tylko faceci oglądają się za dziewczynami i są wzrokowcami. Ja czasami też.
Zacznę od historii sprzed kilku miesięcy.... jechałam sobie samochodem (jako pasażer) mijaliśmy rowerzystę... rowerzysta miał strój kolarski... siedział sobie na rowerze... a strój... hmmm był dość mocno naciągnięty i pośladki widać było idealnie :) całą resztę sobie wyobraziła a potem w pracy nie mogłam się skupić jak przechodził obok mnie jakiś facet. Wyobraźnia działała na pełnych obrotach :)
Dziś za to (jak to ująć żeby za dużo nie powiedzieć ale wiadomo było o co chodzi? Dobra powiem jak było, może akurat nikt nie przeczyta). Tak więc dziś za to na treningu syna trener do ganiania dzieciaków używał pacek czy macek. Wygląda to jak połączenie malutkiej takiety tenisowej z rękawica bokserską. Niby nic ale jak włożył to coś za pas za plecy rączka tej packi idealnie przeszła przez środek ciała dzieląc tylną część ciała w miejscu gdzie powinna być podzielona. Wyglądało to... hmmm... bardzo...  (nie powiem jak bo się wstydzę)
Na myśl o rowerzyści i widząc tą packę z tyłu moją wyobraźnię znowu poniosło. Pewnie wyglądałam jak jakaś idiotka szczerząc się sama do siebie. Trudno. Ja miałam ubaw po pachy. Nawet teraz się szczerzę sama do siebie.
Co gorsza jeśli moja wyobraźnia nie przestanie robić mi takich numerów w poniedziałek znowu nie będę mogła się skupić. 

eM

PS jeśli się zdarzy że jakiś mruk to czyta to niech lepiej mi się przyzna

środa, 10 września 2014

Żyj...


Czy zdarza ci się zrobić coś spontanicznie, myśląc że możne to jest twoja ostatnia szansa na to? Zrobić coś nie myśląc o konsekwencjach? Zrobić coś ot tak, bo masz na to ochotę?

Ja zazwyczaj tak właśnie działam, ale tym razem coś mnie powstrzymuje.

wtorek, 9 września 2014

Całe życie się uczę

Uczę się, a właściwie chciałabym się nauczyć... spokoju. Tak wewnętrznego spokoju i cierpliwości.
Chciałabym nie tylko sprawiać wrażenie opanowanej i rozsądnej ale taką być.
Chciałabym nauczyć się robić wszystko spokojnie, czytać uważnie i do końca i nie spieszyć się.
Życie jest za krótkie żeby robić wszystko dwa razy.
Życie jest za krótkie żeby popełniać błędy.

Dziś jestem zmęczona.
Dziś będzie krótko.
Dziś tylko powiem ci na co mam ochotę... od kilku dni chodzą za mną ciasteczka. zwykłe ciasteczka posypane orzechami i maźnięte czekoladą. W Biedronce takie widziałam ,mam na nie wielką ochotę. Czy ktoś wpadnie na pomysł żeby mnie nimi poczęstować?


niedziela, 7 września 2014

Rozmowy są ważne

Po rozmowie z Tobą porozmawiałam też ze swoim mężem. Uwierz mi, że u mnie jest podobnie, jest lepiej ale wynika to z ciężkiej pracy i z chęci współpracy. 
Jedyne czego Ci nie powiedziałam to to że zawsze możesz na mnie liczyć, zawsze możesz liczyć na rodzinę. Teraz kiedy chcesz ułożyć sobie plan będę Cię naciskać, będę rzucać ci kłody pod nogi bo wydaje mi się że wiem co może Cię spotkać. Będę ci podrzucać pomysły, może drogi do rozwiązania ale pamiętaj że to ty musisz walczyć o siebie i wszystko leży w twoich rękach. 
Najważniejsze to być konsekwentnym. Trzeba mieć plan i się go trzymać. Lekko nie będzie a zapał masz zawsze słomiany. Takie decyzje podejmuje się z pełną świadomością że dotyczą nie tylko Ciebie i będą miały wpływ na życie Twoje i Twoich dzieci.
Pamiętaj, jakąkolwiek podejmiesz decyzję będę zawsze po twojej stronie i zawsze Ci pomogę (ale też pewnie dołożę swoje trzy grosze).

A teraz z innej beczki. Pamiętasz że to Ty zawsze byłaś lepsza ode mnie, zawsze wszyscy się z Tobą liczyli, byłaś zawsze ważniejsza i mądrzejsza, Nic się nie zmieniło. Popatrz chociażby co osiągnęłaś na blogu. Jeśli mi mówią że jestem dobra to patrząc chociażby na statystyki zobacz o ile Ty jesteś lepsza. Masz potencjał, masz możliwości dużo większe ode mnie, nie jesteś cudzoziemcem, jesteś u siebie w 2 krajach. 
Jeśli dla mnie się udaje to dla ciebie uda się 2 razy bardziej!
Pamiętaj o tym!

eM


Takie życie...

Masz czasem wrażenie że twoje plany lecą na łeb na szyję a ty możesz się tylko temu przyglądać? Mój wrzesień tak się rozpoczął a teraz tylko patrzę jak burzą się kolejne moje postanowienia. Leżę już całkowicie zawalona gruzem ale nie poddam się. Będę się świetnie bawić, uśmiechać się i żyć.

eM

sobota, 6 września 2014

Wspomnienia...

Jakiś czas temu pisałam ze dręczy mnie jedno wspomnienie....
Pamiętasz mój wypadek. Wciąż myślę że to wydarzenie miało olbrzymi wpływ na moje życie, na to kim jestem i jakie mam podejście do życia.
Kilka tygodni temu przez przypadek znalazłam się na tej samej drodze, jechałam w tym samym kierunku, siedziałam na tym samym miejscu, słońce tak samo zachodziło. Nie wiem dlaczego kierowca zwolnił tak jak wtedy a ja patrzyłam w to samo miejsce,
Na moje szczęście tym razem droga była pusta, nic nie wyjechało z naprzeciwka prosto na nas... (nie wyskoczyło zza górki unosząc się w powietrzy, lecąc prosto na nas)
Ale wspomnienia potęguje dodatkowo ta piosenka, której słucham cały czas...


Za każdym razem powtarzam sobie co byłoby gdybym usiadła z przodu na miejscu pasażera?
Mam wielkie szczęście... Gdybym to zaproponowała... gdyby zaproponował to ktokolwiek z trójki pasażerów przecież już bym nie była w tym miejscu w którym jestem. Nie byłabym tym kim jestem.

Czy wiesz, że ten wypadek mnie zmienił? Czy wiesz o czym myślałam po wypadku? Skoro 4 osoby chciały abym to ja usiadła z przodu i nikt tego głośno nie powiedział to znaczy że jednak nie przyszedł czas na mnie, że jeszcze mam coś w życiu do zrobienia. Po tym wypadku nabrałam pewności siebie. Dlatego może w liceum byłam taką szarą myszką o której nikt nie pamięta a na studiach już byłam jedną z najaktywniejszych osób. (Wypadek przecież był zaraz po maturze).
Na studiach nie bałam się odezwać, nie bałam się zaryzykować, nie bałam się też jechać 180 km/h (przyznaję się kilka razy celowo ryzykowałam). Przecież musiał być jakiś powód dla którego mam teraz obie nogi. Na studiach wykorzystałam tą szansę. Myślę, że poza głupią jazdą ciut za szybko (dosłownie  3 razy) zrobiłam dużo więcej wartościowych rzeczy dla siebie i innych.  
Już tak nie ryzykuję, już staram się być znowu szarą myszką, nie wychylać się z tłumu, nie wyróżniać. Widząc jednak efekt moich działań mam wrażenie że to mi nie wychodzi.

Niestety czasami mam wrażenie że mój czas już minął, dostałam od życia szansę, którą wykorzystałam a teraz czas się "uspokoić". Czas zasiąść na ciepłej posadce i wieść spokojne życie, bez stresów i wyzwań, które odwracają moje życie do góry nogami. 

Myślisz że umiałabym tak? 

Ot tak na wspominki mnie wzięło bo znowu spać nie mogę....

eM

piątek, 5 września 2014

Zaczynam od nowa

Czy zdarzyło ci się siłować z własnymi możliwościami? Czy zaczynałaś coś po raz kolejny aby znowu udowodnić całemu światu a przede wszystkim sobie ze dasz radę? Ja właśnie zaczynam. Walkę z własnymi barierami, z oczekiwaniami i z ambicjami. 
Czy mi się uda? Zrobię wszystko żeby się udało. 
Liczyć mogę tylko na siebie i na zapewnienia, które najczęściej kończą się na słowach. 
Dam radę? Oczywiście. 


Czasami tylko potrzebuję rozmowy, rady, kopniaka w d... aby nabrać rozpędu. To właśnie mnie najbardziej motywuje, wsparcie i wiara w to że dam radę. 

eM

czwartek, 4 września 2014

Piątkowe popołudnie



Nie wiem czy wiesz ale zazwyczaj w piątkowe popołudnie wszystkich w pracy ogarnia głupawka. Ogólne rozbawienie z byle powodu, którego nikt nie rozumie poza roześmianymi i trzymającymi się za brzuchy kolegami. Otóż taki stan jest u nas zauważalny nie tylko w popołudnia i nie tylko piątkowe. Chcesz się pośmiać? To czytaj...

Wchodzi do pokoju koleżanka, która czasami próbuje być surowa dla nas aby wymusić jakąś reakcję, zazwyczaj poczucie winy lub wzięcie się do roboty (tej z której nas rozliczają a nie tej za którą dostajemy wypłatę). Tak więc przyszła z poważną miną, usiadła i mówi...
Słuchajcie... odczuwam pewne NIEZAPOKOJENIE....
Niestety nie dokończyła już zdania bo nikt jej nie słuchał! My już leżeliśmy pod biurkami ze śmiechu.

Kilka godzin wcześniej ta sama osoba pomagając nam przeszukiwać segregatory lekko się wściekła, że nie wszystko jest na swoim miejscu. Krzyknęła TAKIE RZECZY POWINNY BYĆ WKŁADANE NA ETAPIE WYJMOWANIA!!!!!
Nie wiem o czym pomyślałaś ale my już nie myśleliśmy. Pół godziny wyjęte z życiorysu i ze 3 chusteczki załzawione.

Pomijam teksty typu PROSZĘ O UWAGI NA TEMAT SUGESTII DOTYCZĄCE ZMIAN.  Tego typu "zadania" dostajemy zazwyczaj na maila, siedzimy później ogłupiali zastanawiając się o co chodzi.

Wczoraj też kolega w rozmowie z klientem zapytał "CZY MAM PANA WYKIEROWAĆ?" Niestety on nie wiedział dlaczego my parsknęłyśmy śmiechem i znowu się popłakałyśmy ze śmiechu i dziwił się o co nam chodzi.

To są kwiatki z obecnej pracy, z ostatnich dni, ale jak w poprzedniej będę skrzętnie wszystko zapisywać. Niestety moje notatki z poprzedniej pracy zostały wywieszone na tablicy i jak odchodziłam je tam zostawiłam. Pamiętam kilka....

W telemarketingu często przychodził do nas kierownik, wszyscy chowali się za monitory, siadał wtedy na parapecie (na moje nieszczęście obok mnie) i mówił, "ZROBIMY TERAZ BURZĘ MÓZGÓW". W pomieszczeniu zapadała głucha cisza, nikt się nawet nie wychylił zza monitora, kierownik wychodził a wszyscy parskali śmiechem. Nasze burze mózgów zawsze wyróżniały się chociażby niesamowitą ciszą, jakiej nigdy nie było podczas pracy wymagającej największego skupienia.

Ogólnie praca w telemarketingu charakteryzuje się tym że wymaga skupienia nad tym o czym mówisz i co do ciebie mówią. Wyobraź sobie jak próbujesz coś sprzedać, używasz wyszukanych argumentów a tu nagle trafia cię POMPON. Tak, mieliśmy pompona, który latał zazwyczaj pod koniec tygodnia z boksu do boksu skutecznie utrudniając pracę wywołując niepohamowany śmiech.

To już na koniec istny deser. Gdy pracowałam jako sprzedawca mieliśmy duuuuże pomieszczenie podzielone na 3 części oddzielone ściankami ale otwarte na siebie. Klient przychodząc po towar szedł najpierw do pierwszego pomieszczenia, później poprzez drugie i trzecie musiał wyjść z budynku. Tak więc koleżanka z pierwszego pomieszczenia nie znalazła jego faktury, skierowała go do trzeciego pomieszczenia ale gdy już od niej wychodził zapytała "Jaki Pan ma sprzęt?" Klient będąc już w drugim pomieszczeniu odpowiedział "MAŁY". Na moje nieszczęście i wszystkich innych koleżanek, które spojrzały na pana i pomyślały o jego sprzęcie pan okazał się bardzo przystojny.. Jak jeden mąż wszystkie musiałyśmy się chować pod biurka i  za monitory bo ledwo powstrzymałyśmy się ze śmiechu. Pan był naprawdę przystojny! Jaka szkoda. 

Miałam już kończyć ale jeszcze jedno.... Wpada jakiś pan, zagląda przez boksiki do na (4 cz 5 dziewuch) i mówi... "SZUKAM ŻONY" a koleżanka na to... "WSZYSTKIE ZAJĘTE!"

eM

Umiesz liczyć licz na siebie

Chciałam napisać że brzmi to jak motto...moje motto... moje życiowe motto. Teraz myślę że brzmi to jak hasło które najpierw powtarzali mi moi rodzice a teraz ja sama powtarzam moim dzieciom. Ktoś by powiedział "takie życie". Cóż... przez grzeczność nie zaprzeczę.  
Po wydarzeniach ostatnich dni dni ktoś by powiedział że przygasłam, straciłam chęć do pracy, zapał i pewnie humor. Ten sam ktoś by pewnie krzyknąłby do mnie "ŻYJ" używając formy imienia której nie lubię. Hmmm żyć będę, nawet pewnie całkiem nieźle ale teraz jakoś mi to nie idzie. Kumulacja zdarzeń i wiadomości mi nie sprzyja.
Ale... kropką nad "i" była wiadomość o półrocznych premiach... nieważne kto ją dostał a kto nie, ważne jakie są zasady ich przydzielania w "korporacji". Premię dostaje 10 pracowników, 10 kierowników i zapewne kilku dyrektorów. Problem w tym że dyrektorów jest kilkunastu, kierowników około 50 a pracowników około 250. Wysokość premii jest pewnie wprost proporcjonalna do zarobków a nakład pracy włożony w to aby premię uzyskać jest odwrotnie proporcjonalny. Nic więcej nie będę komentować. 
Tak więc czy jest się o co starać? 
Dziś też miałam ciekawą rozmowę z przełożonym. Po raz kolejny okazało się że całymi dniami nic w pracy nie robię a jak już robię to wszystko jest źle. Słowa dobrego nie usłyszałam jeszcze. Podobno tak się zachowują wszyscy na stanowiskach w tej korporacji. Wiec pozostało mi tylko apelować do wszelkich mruków o odrobinę empatii aby chociaż na tym najniższym poziomie żyło nam się lepiej (delikatna aluzja do wydarzeń sprzed 2 dni).
Coś jeszcze miałam dodać? pewnie tak, ale na tym etapie chyba mi się nie chce.

eM

PS. obrazka dziś nie ma bo pewnie wkrótce powstanie kolejny post, może dla rozluźnienia atmosfery wymyślę coś weselszego.  

środa, 3 września 2014

Wyzwanie daje mi siłę

Zawsze się nad tym zastanawiałam czy jest coś z czym nie dam sobie rady? Oj nie chce się o  tym przekonać. Wczorajsze lekkie załamanie nie złamało mnie do końca. Dziś przez cały dzień intensywnie myślałam i znalazłam rozwiązanie. Teraz tylko zostało mi ułożyć plan i się go trzymać. 
Prawda jest taka że z pracy nie zrezygnuję, mimo że prawie całą swoją wypłatę oddam na opiekę nad dziećmi. Dlaczego? Dla zdrowia psychicznego mojego i spokojności mojej rodziny :) Pamiętasz co się działo ze mną i z moimi emocjami po kilku miesiącach zajmowania się dzieciakami? Postaram się żeby więcej to się nie powtórzyło.
Plan mam taki. Zakasać rękawy i do roboty :) Cóż... przecież nic innego nie potrafię robić!
Praca pracą, drugi etat wymyślony już dawno w przyszłym miesiącu zacznę wprowadzać w życie, postaram 
się wrócić do rozmów o pracy w weekendy i dodatkowe zlecenia, które jednak od czasu do czasu mi wpadają. Myślę że tyle wystarczy :) 
eM

wtorek, 2 września 2014

Czarno widzę naszą współpracę

Tak powiedziałam dziś do kolegi. Teraz sobie myślę że mogła to być aluzja do jego stroju, ale nie... powiedziałam to bo pojawiła się taka nieszczęsna myśl, taka opcja w moim życiu,  taki problem, którego jedna z opcji rozwiązania wiąże się z rezygnacją z pracy. Mogłabym opiasać na czym polega moja praca, czym różni się to co każą mi robić, od tego z czego jestem rozliczana a jeszcze od tego za co mi płaca. Ale nie... nie tym razem. Mogłabym napisać jak bardzo nie zgadzam się z tym co robię, z podejściem, ze sposobem pracy, jak bardzo nienawidzę tego co muszę robić a zarazem jak bardzo to lubię. Ale nie... nie napiszę o tym. 

Tym razem będę trochę smęcić bo znowu muszę podjąć decyzję, która zaważy na życiu moim i mojej rodziny. Szkoda że to wszystko nie jest prostsze. 

Otóż do rzeczy. Pierwsza klasa od zerówki czy przedszkola różni się tym że dzieci mają stanowczo mniej zajęć. W świetlicy szkolnej nie są pilnowane i albo się nudzą albo rozrabiają. Ot... polska rzeczywistość. Moje dziecię jako uczeń w szkole ma spędzać około 3-4 godz na zajęciach lekcyjnych. Ja jako pracownik "korporacji" tych godzin mam aż 8. Pytanie brzmi co mam zrobić z dzieciem, żeby na złą drogę nie poszło, nie znienawidziło szkoły i dalej było szczęśliwym małolatem.
Na tą chwilę wymyśliłam 3 opcje:
1. dzieć zostanie w świetlicy (ale nie wyobrażam sobie że po 6 godz w tym uroczym miejscu będzie w stanie iść na 3 godz lekcji)
2. zatrudnię opiekunkę, która odbierze ucznia, nakarmi i razem poczekają aż wrócimy z pracy (ale chyba mnie na to nie stać)
3. zrezygnuję z pracy (nie jestem jeszcze na to gotowa, nie mam przygotowanej alternatywy i zwyczajnie chyba tego nie chcę)

Jestem w kropce. Mam pustkę w głowie. 
Gdy ostatnio podejmowałam decyzję o rezygnacji z pracy miałam plan i motywację. Miałam czym się zająć i wiedziałam co mam zrobić żeby wspomóc męża w utrzymaniu rodziny. Teraz nie jestem na to przygotowana i zwyczajnie nie chcę być niańką, kurą domową, nie chcę siedzieć w domu!
Potrzebuję pomocy, podpowiedzi, rozwiązania, czasu, którego nie mam. 
eM




poniedziałek, 1 września 2014

Napiszę książkę

Pomyślałam, że napiszę książkę. Jako dziecko uwielbiałam czytać i juz wtedy o tym myślałam. Na studiach napisałam 2 książki. Pracę licencjacką i magisterską. Gdyby teraz ktoś mi zaproponował wydanie to może bym się zgodziła. Może mój szlak wszedłby na stałe do tras turystycznych regionu. Magisterka już jako typowo naukowa praca jest zbyt nudna. Hmmm ale na upartego można jej fragmenty znaleźć w bibliotekach uczelnianych :) Ech rozmarzyłam się.  Ciekawe dlaczego sama nie mam egzemplarzy tych podręczników.
A teraz też myślę o wydaniu książki. Zanim jednak to nastąpi muszę zainwestować w siebie i sprzęt. Jak tylko zorganizuję swojego ucznia i jego zajęcia dodatkowe zapiszę się na kurs fotograficzny. Potem kupię sobie lepszy aparat i osprzęt a później (jeśli nie ogłoszę bankructwa) zabiorę się do pracy :)


eM