piątek, 31 października 2014

Kariera czy historia

Dziś chyba zaczyna się kończyć moja kariera w korporacji :)
Dziś miałam kolejną wymianę poglądów z panem "a co ja mogę". Zdaję sobie sprawę że tak się nie powinien zachowywać pracownik w stosunku do przełożonego ale ja nie potrafię przytakiwać i brać na klatę wszystkich durnot które mi mówi.
Dziś próbował nam coś powiedzieć o naszej nowej aplikacji do śledzenia nas. Robił to tak nieudolnie że nikt z nas nie rozumiał o co mu chodzi (ja do tej pory nie rozumiem). Chciał chyba kazać nam coś z nią robić, a że nie ma o niej zielonego pojęcia stąd miał problem z wyartykułowaniem polecenia.
Ja po ostatnim szkoleniu antystresowym na wszystko reaguję śmiechem. To już było ponad siły Pana "a co ja mogę" więc stwierdził ze skoro i tak całymi dniami nic nie robimy... Ja jak to osoba porywcza wstałam i wyszłam bez słowa.
Szczerze mówiąc chciałam się spakować i wyjść ale że był koniec dnia nie opłacało mi się brać urlopu na żądanie, a gdybym złożyła jutro wypowiedzenie i tak musiałabym się tłumaczyć.
Co się odwlecze to nie uciecze... w poniedziałek mamy kolejne spotkanie i mamy mówić o tym co chciał nam dziś powiedzieć a nie potrafił :) ciekawe o czym.
Dla mnie prawdopodobnie to spotkanie się dobrze nie skończy bo albo on mnie wyrzuci albo ja sama wyjdę z tej instytucji i nigdy już nie wrócę.

eM

środa, 29 października 2014

Pokonać stres

Niedawno wróciłam ze szkolenia o technikach radzenia sobie ze stresem. Hmm jak dla mnie szkolenie było trochę za późno bo nauczyłam się już z nim radzić. Wypracowałam sobie własne metody, które są bardzo skuteczne. W zależności od rodzaju i nasilenia stresu są to:
- rozmowa z przyjacielem
- wyjście na papierosa (spacer, kilka głębokich oddechów, zmiana otoczenia i przemyślenie zadania "na zimno")
- zdrowa, konstruktywna wymiana zdań (kłótnia) z przełożonym :)
- rzucanie przedmiotami i głośne komentowanie tego co mnie zestresowało
Gdy stres jest bardzo duży i muszę go odreagować po pracy najlepiej sprawdza się ciężka fizyczna praca, np przy pieczeniu chleba lub robieniu bułek drożdżowych. Moim szczęściem jest to że jedyny stres jaki odczuwam związany jest z pracą. W domu odpoczywam i relaksuję się totalnie. Żałuję że takich spokojnych chwil w domu mam bardzo mało, za mało. Najmniej mam go dla siebie samej. 

Wracając do szkolenia... robiliśmy test psychologiczny na rodzaje odczuwanego stresu (czy jakoś tak). Pomijam fakt, że wszystkie wyniki mi wyszły na najwyższym poziomie (co wcale nie jest dobre). Pomijam fakt, że gdy instruktor spojrzał na wyniki stwierdził, że mi już nic nie pomoże. Jednym słowem jestem typem zadaniowca, który najlepiej sprawdza się w pracy pod presją. Im większe jest ciśnienie na jakieś zadanie,tym szybciej i lepiej je zrobię.  A rzucanie przedmiotami?  Tak , w teście wyszło że tak mam i tak powinno być :)
eM


czwartek, 23 października 2014

KMP

Serio... tak jest! KOCHAM MOJĄ PRACĘ. Jak to ostatnio powtarzam wszyscy pukają się w czoło. Mało tego... pytają co brałam lub piłam. Mówią, że może powinnam coś wziąć a na  pewno zacząć się leczyć.
Nic podobnego.
Jestem zdrowa na umyśle. Jak najbardziej. Stres panujący w korporacji, niemoc i nawał obowiązków jest już tak duży, że chyba przekroczył wszelkie normy. Więc jeśli walczyć się z tym nie da to może czas zaakceptować i polubić.
Gdzie ja znajdę więcej absurdów, decyzji oderwanych od rzeczywistości i  ludzi bujających w obłokach? Który z przełożonych jest w stanie kazać pracownikom realizować zadanie, które z założenia nie jest do zrealizowania?
Ale dziś muszę go pochwalić. Powiedział bardzo mądre słowa w odniesieniu do wytycznych kolejnych zadań:  A MOŻE DAŁOBY SIĘ JE INACZEJ ZINTERPRETOWAĆ?

No cóż, nie pozostaje mi nic innego jak przy najbliższej okazji zacytować  te mądre słowa.

Ach, zapomniałam wspomnieć o słowach jakie dziś usłyszałam na temat pracodawcy. Otóż jest on najlepszym pracodawcą, super i w ogóle bo... płaci i to regularnie! Nic tylko bić pokłony i się cieszyć.

eM


wtorek, 21 października 2014

Kwadratura koła

Dziś doznałam ciekawego doświadczenia. W sumie nie pierwszy raz i nie ostatni. W pracy było zebranie. Dostaliśmy zadanie, mieliśmy je przemyśleć i omówić. Tak więc omawialiśmy. A wnioski? Przełożony zgodził się że jest nierealne, nie da się go wykonać i kazał iść je robić.

My jako szaraczki i te małe robociki do wykonywania rozkazów poszliśmy przeklinając, wyzywając i rzucając przedmiotami o ściany. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wdała się wcześniej w dyskusję z przełożonym. Przyznaję, że i tak długo wytrzymałam bo odezwałam się na samym końcu. Po co? Nie wiem, bo każdy argument przełożony kwitował stwierdzeniem, że to należy do moich obowiązków. Ma rację, ale my też, tylko ze nas nikt nie słucha i zawsze może odwrócić kota ogonem.

Nic to, jutro kolejne starcie. zaproponowałam kompromis, ciekawa jestem czy pan "A Co Ja Mogę?" ruszy cztery litery w sprawie.

Oczywiście zebranie nie mogłoby się odbyć bez tematu "Wyglądacie jakbyście nie chcieli tu być", a efekt takiej gadki wygląda jak na tym obrazku.

Tyle w temacie mojej pracy. Chyba zacznę ją lubić bo tylu absurdów i głupot naraz nie sposób znaleźć w jednym miejscu.
eM

poniedziałek, 13 października 2014

Powrót do pracy

Powrót do pracy okazał się dość łagodny. W spokojnej atmosferze (pomyśleć że nie było dziś tylko 2 osób), bez stresu udało mi się dogonić a nawet wyprzedzić pozostałych w jednym zadaniu. Jutro biorę się za kolejne, może takim sposobem w końcu uda mi się od czasu do czasu coś dokończyć. Może jak coś zrobię do końca i nie będzie źle to może ktoś pochwali? 
Yyyyy zagalopowałam się. Po pierwsze nikt u nas w pracy nie chwali, po drugie nigdy nic nikt dobrze nie zrobił! 
Co najwyżej mogę usłyszeć "Coś Miłego".

eM





piątek, 10 października 2014

Pomysły na życie

Należę do osób które lubią mieć zaplanowane i poukładane życie. Poukładane we własnych kategoriach (inni uznają często to poukładanie za chaos).  Dlatego muszę mieć zawsze plan A, plan B i jeszcze plan awaryjny bo znajdowałam się już w życiu w różnych sytuacjach i to właśnie Życie nauczyło mnie, że bezradność i brak pomysłu na rozwiązanie problemu powoduje złe myśli, złe czyny i załamanie. Teraz w każdym swoim przedsięwzięciu, czynie, podróży, rozmowie doszukuję się rozwiązań, pomysłów i możliwości. 
Nawet ostatnia wyprawa do Dużego Miasta otworzyła mi kolejną furtkę. Mimo, iż nie udało mi się osiągnąć tego co zaplanowałam, znalazłam kolejny pomysł na życie. Wiem co chciałabym robić gdyby los postanowił po raz kolejny zmienić coś w moim życiu, przewrócić je do góry nogami, kazał zacząć znowu wszystko od początku. 
Tak więc pomysłów mam coraz więcej, potrzebuję tylko kogoś kto chciałby ze mną te pomysły wprowadzić w życie. Świat należy do odważnych ludzi. Dodatkowo pasja, energia, chęci, mogą sprawić że damy rade przenosić góry.
eM


poniedziałek, 6 października 2014

Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu

Siedzę sobie z gorącą herbatą w ręku i myślę o tym co stało się w ostatni weekend. Była sobota, zaprosiłam na świąteczny obiad teściów, brata męża z rodziną i ich kuzyna. Kuzyn zawsze się spóźnia więc byłam na to przygotowana, poza tym wysłał smsa i uprzedził (przyszedł pierwszy). Pozostali... po godzinie spóźnienia sami wysłaliśmy smsa z pytaniem co się stało. Pół godziny później brat z rodziną przyszli, bratowa przepraszała, tłumaczyła się...
Teściowie spóźnili się 2 godz, obiad wystygł, nagrzałam, wystygł, nagrzałam, w międzyczasie się przypalił, mięso się wysuszyło, inne dania się rozgotowały czyli wszystko było do d.... Teściowie nie powiedzieli nic, przyszli jakby nigdy nic, opowiadali gdzie byli, co robili, kogo spotkali, u kogo na herbatce byli. W między czasie okazało się, że wiedzieli na którą mają do nas przyjść.
Zastanawiam się co ja mam teraz o tym myśleć. O tym, że teść nie pała do mnie miłością wiedziałam, ale taki brak szacunku zaskoczył mnie całkowicie. Jestem w głębokim szoku, ale jak to mąż powiedział "nie zniżajmy się do ich poziomu". Dodał "bądź ponad to", wiedział jak mnie to mocno poruszyło.
Teraz już postanowiłam dać sobie z nimi w końcu święty spokój. Nie jest mi to do niczego potrzebne.
Mam nadzieję że nie będzie jak mówisz... do następnego razu, bo obiecywałam to sobie nie raz i nie dwa.
eM




czwartek, 2 października 2014

Paszkwil o pracy

Miałam nie pisać nic o pracy, taki plan miałam żeby nie kupić losu. Ale po tym co dzisiaj się stało nie mogę wyjść z szoku i zdziwienia. Niby nic wielkiego ale dziwi mnie że takie coś w dzisiejszych czasach może mieć miejsce.
Mówią że "korporacja" w której pracuję działa na zasadach z minionej epoki i jak się nic nie zmieni to wkrótce zginie śmiercią naturalną. Mówią tak klienci, mówią pracownicy i mówi tak sam mój bezpośredni przełożony. 
Tak więc będąc na urlopie odebrałam służbowy telefon bo dzwonił klient nad którym mam skakać i o którego mam dbać bardziej niż o własne dzieci. OK, odebrałam, wysłuchałam, wieści mnie zaniepokoiły na tyle, że postanowiłam coś z tym zrobić. Pomyślałam, że skoro to jest tak ważny klient zadzwonię nie do kolegi który mnie zastępuje a do przełożonego. Skoro klient jest taki ważny zbyć go nie mogę a powinnam coś zrobić. 
Reakcja mojego przełożonego sprawiła że zwątpiłam i chyba podejmę jakieś radykalne kroki.
Najpierw ironicznie stwierdził, że on wszystko może (pozostawiłam to bez komentarza bo nie znam go na tyle aby przez telefon zgadywać w jakim jest nastroju).
Potem miał do mnie pretensję, że dopiero teraz do niego dzwonię, że o kłopotach klienta powinnam wiedzieć wcześniej. Że niby jak?? Że niby kiedy?? Klient zadzwonił 2 minuty wcześniej.
Podsumowując... jestem na urlopie... na kolegę, który mnie zastępuje liczyć nie mogę. Zadzwoniłam do przełożonego bo uznałam informację o kliencie za ważną i normalny człowiek pracujący w zespole zainteresowałby się tym co mówię, podciągnąłby temat czy powiedział cokolwiek. A ten mnie opieprzył! Ja tego nie rozumiem! Nie ważne jest co się dzieje z klientem, ważniejsze ze dopiero teraz do niego dzwonię!
Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że muszę się jednak ewakuować z tego miejsca albo przestać się tak przejmować i angażować. Skoro tyle lat "korporacja" przetrwała z takimi ludźmi i takim podejściem to albo ja sie muszę tego nauczyć albo ... hmmm albo co?

eM