Jeśli spotkasz mnie na ulicy - to nie będę ja.
Jeśli zapytasz mnie co słychać? jak się mam? - odpowiem że dobrze, super, świetnie - ale to nie będe ja. Mnie nie ma. Chwilowo? Może... oby chwilowo.
Nie ma mnie.
Zawsze miałam cel, miałam plan, miałam zapał, chęci. Taka zawsze byłam, taka być powinnam. 2 miesiące temu kiedy zmieniałam pracę postanowiłam dostosować się do nowej sytuacji i poczekać na to co los mi przyniesie. Pomyślałam, że jestem zmęczona ciągła walką o swoje, ciągłym udowadnianiem światu na co mnie stać, ciągłym udoskonalaniem planu B na życie. Postanowiła, ze poczekam... bo podobno jeśli coś jest nam zaplanowane to i tak się wydarzy.
W efekcie, jestem zdołowaną, rozgoryczoną starą babą, która nie wie co z sobą zrobić, nie ma już siły się podnieść, nie ma po co i dla kogo. Nie potrafię wrócić do tego co mnie kręciło, fascynowało dawało siłę do walki.
Więc jeśli spotkasz mnie na ulicy... to nie będę ja... nie taka jaka mnie znałeś, nie szczera, nie szczęśliwa i nie ja.
