Jest plan.
Własne ambicje muszę zawiesić na kołku na jakieś 5 lat. Teraz trzeba zainwestować w dzieciaki, nie tylko pieniądze ale przede wszystkim czas i siłę. Wierzę, że w przyszłości to zaowocuje, a wtedy ja wyjdę na plan pierwszy i spełnię swoje marzenie.
Jak do tego doszłam? Hmmm przez bezradność, brak wsparcia i pomocy oraz złość na beznadziejność sytuacji.
Dzisiaj znalazłam ogłoszenie o naborze na bardzo fajne stanowisko. Rzecz ciekawa, rozwijająca, dobre zarobki. Jednym słowem wyzwanie. Problem w tym że praca daleko od mojego miejsca zamieszkania.
Żeby mieć pełen obraz sytuacji najpierw zapytałam męża co o tym myśli. Po chwili stało się jasne. Nie poradzi sobie beze mnie, nie poradzi sobie z dziećmi. Nie ma mowy o moim wyjeździe. Zaczęło mnie to zastanawiać. On jako facet nie miałby pewnie problemu z wyjazdem. Zacisnęłabym zęby i harowała jak wół. A ja jako kobieta mam siedzieć z dzieciakami i harować jako matka, sprzątaczka, opiekunka, kucharka, pielęgniarka i Bóg wie kto jeszcze.
Wkurzyłam się niesamowicie dodatkowo dlatego że cały dzisiejszy dzień miał wyglądać jak chciał mój mąż i mimo tego, ze mówiłam że nie mam na to ochoty on postawił na swoim nie biorąc pod uwagę moich słów.
Postanowienie mam takie że zaciskam zęby, poczekam aż dzieciaki będą bardziej samodzielne i spełnię swoje marzenie o własnym biznesie.
Mam nadzieje że to się nie skończy definytywnym zakończeniem bo żal do męża mam ogromny.
On ma swoją wymarzoną prace a mi się ciągle podcina ręce. Jako matka moim obowiązkiem jest zająć sie dziećmi, ob jako facet nie musi brać za to odpowiedzialności.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz