Postanowiłam iśc na odwyk w pracy. Nie, nie od pracy a w pracy. postanowiłam odzwyczajać się od zaangażowania, poszukiwania lepszych rozwiązań, dociekania sedna każdej oferty, którą nam się przedstawia. Postanowiłam stać się jak inni, nie angażować się, nie pytać, nie dociekać, nie szukać dziur w całym. I co? |I nie udało się. Po tygodniu skapitulowałam. Nie dam rady przejść do porządku dziennego z głupimi rozwiązaniami, które nam się wciska, z programem, którego nikt nie potrafi obsługiwać i nie wie do czego służy.
Korporacja dla której pracuję jest organizacją dla idiotów. Jeśli nie jesteś idiotą to musisz się dostosować i nim zostać.
Ja nie potrafię... dziś się poddałam.
ale... będę próbować!
Nawet nie zdawałam sobie sprawy że bycie idiotą jest takie trudne.
poniedziałek, 23 marca 2015
poniedziałek, 9 marca 2015
Niczego już nie oczekuję
Podobno jak człowiek się z czymś całkowicie pogodzi i niczego od losu już się nie spodziewa, to wtedy to, o czym marzył się spełnia. Podobno. Kiedyś ktoś... w poprzednim życiu... próbował mnie do tego przekonać. Też tak uważasz? Ja byłabym skłonna to potwierdzić, bo znam takie przypadki. Znam mnóstwo opowieści ludzi potwierdzających fakt, że gdy już stracili nadzieję... gdy już pogodzili się z myślą, że jednak się nie da, nie mogą, nie będzie to jednak się spełniało. Znam mnóstwo takich historii...
Tylko dlaczego żadna z nich nie należny do mnie? Dlaczego do mnie nic samo nie przychodzi? Dlaczego nie dzieje się to z moimi marzeniami?
Być może wiem dlaczego... za rzadko się poddaję, za rzadko odpuszczam, za rzadko rezygnuję. Nie mam cierpliwości do czekania aż mi samo skapnie. Wszystko co mam osiągnęłam własną ciężką praca. Wszystko co zobaczyłam, gdzie byłam, mam tylko i wyłącznie dlatego że sama się o to postarałam.
A teraz postanowiłam to zmienić. Postanowiłam się pogodzić z moim losem. Postanowiłam zdobyć prace, w której będę mogła dożyć do emerytury spokojnie robiąc swoje (tu się jednak przeliczyłam). Robię co w mojej mocy aby nie angażować się za mocno w powierzane mi zadania, aby robić je sumiennie, dokładnie i do końca ale nie na 200% jak to mam w zwyczaju. Niestety często się łapię na tym że mi to nie wychodzi. Taka już jestem.
Ale po raz kolejny powtarzam sobie że muszę odpuścić. Więc ODPUSZCZAM!
UWAGA ODPUSZCZAM.
Pogodziłam się już ze swoim życiem, ze swoim losem. Niczego już nie oczekuję, niech będzie co ma być.
Tylko dlaczego żadna z nich nie należny do mnie? Dlaczego do mnie nic samo nie przychodzi? Dlaczego nie dzieje się to z moimi marzeniami?
Być może wiem dlaczego... za rzadko się poddaję, za rzadko odpuszczam, za rzadko rezygnuję. Nie mam cierpliwości do czekania aż mi samo skapnie. Wszystko co mam osiągnęłam własną ciężką praca. Wszystko co zobaczyłam, gdzie byłam, mam tylko i wyłącznie dlatego że sama się o to postarałam.
A teraz postanowiłam to zmienić. Postanowiłam się pogodzić z moim losem. Postanowiłam zdobyć prace, w której będę mogła dożyć do emerytury spokojnie robiąc swoje (tu się jednak przeliczyłam). Robię co w mojej mocy aby nie angażować się za mocno w powierzane mi zadania, aby robić je sumiennie, dokładnie i do końca ale nie na 200% jak to mam w zwyczaju. Niestety często się łapię na tym że mi to nie wychodzi. Taka już jestem.
Ale po raz kolejny powtarzam sobie że muszę odpuścić. Więc ODPUSZCZAM!
UWAGA ODPUSZCZAM.
Pogodziłam się już ze swoim życiem, ze swoim losem. Niczego już nie oczekuję, niech będzie co ma być.
niedziela, 8 marca 2015
Cokolwiek to jest cholernie przyciąga
Czasami tak jest, i nic na to nie poradzę...
Kiedyś spotykałam się z chłopakiem który opowiadał o trzydziestokilkuletnich mężatkach, które jak lecą na facetów, którzy chociaż w minimalnym stopniu okażą im zainteresowanie. Wydawało mi się to śmieszne i absurdalne. Teraz obserwując koleżanki i samą siebie musze przyznać mu rację. I nie powiem że wykazał się jakąś tajemną wiedzą czy znajomością psychologii kobiety na wyższym poziomie. Nie, to jest rzeczą naturalną, normalną, powszechną (on był sporo starszy ode mnie i spotykał się na co dzień z takimi kobietami).
Otóż... który z facetów z przynajmniej dziesięcioletnim stażem małżeńskim zwraca uwagę na swoją żonę, stara się, komplementuje, zabiega? Która kobieta z dziesięcioletnim stażem małżeńskim oczekuje romantycznych gestów męża. Z mężem to tylko "co na obiad" i "odbierzesz dzieciaki ze szkoły?". Niestety tak jest. U mnie też tak bywa.
Więc gdy tylko pojawia się ktoś "nowy" na horyzoncie to dlaczego nie spróbować? Rozmowa, uśmiech, wspólne spędzanie czasu nie są zbrodnią. Potrafią podnieść samoocenę kobiety, potrafią wywołać uśmiech na twarzy, potrafią uszczęśliwić i dać szczęście.
To coś cholernie przyciąga ale nie jest czymś co może wpłynąć na dotychczasowe życie czy małżeństwo.
Kiedyś spotykałam się z chłopakiem który opowiadał o trzydziestokilkuletnich mężatkach, które jak lecą na facetów, którzy chociaż w minimalnym stopniu okażą im zainteresowanie. Wydawało mi się to śmieszne i absurdalne. Teraz obserwując koleżanki i samą siebie musze przyznać mu rację. I nie powiem że wykazał się jakąś tajemną wiedzą czy znajomością psychologii kobiety na wyższym poziomie. Nie, to jest rzeczą naturalną, normalną, powszechną (on był sporo starszy ode mnie i spotykał się na co dzień z takimi kobietami).
Otóż... który z facetów z przynajmniej dziesięcioletnim stażem małżeńskim zwraca uwagę na swoją żonę, stara się, komplementuje, zabiega? Która kobieta z dziesięcioletnim stażem małżeńskim oczekuje romantycznych gestów męża. Z mężem to tylko "co na obiad" i "odbierzesz dzieciaki ze szkoły?". Niestety tak jest. U mnie też tak bywa.
Więc gdy tylko pojawia się ktoś "nowy" na horyzoncie to dlaczego nie spróbować? Rozmowa, uśmiech, wspólne spędzanie czasu nie są zbrodnią. Potrafią podnieść samoocenę kobiety, potrafią wywołać uśmiech na twarzy, potrafią uszczęśliwić i dać szczęście.
To coś cholernie przyciąga ale nie jest czymś co może wpłynąć na dotychczasowe życie czy małżeństwo.
czwartek, 5 marca 2015
Dzień powrotu
Po kilkudniowej przerwie jutro wracam do pracy. Boję się, denerwuję, przeraża mnie to. Wszystko dlatego że nie potrafię nabrać dystansu, nie potrafię nieangażować się w to co robię. Nie wiem co z tym fantem robić.
Jestem osobą która nie uznaje półśrodków, która chce wszystko robić dobrze, która walczy z kłodami rzucanymi pod nogi. ALe z wiatrakami już nie chcę walczyć. Nie mam z kim walczyć, nie mam po co walczyć. Pan A Co Ja Mogę nie robi nic, koledzy są w stanie oczy wydrapać aby tylko zrealizować plan. Jaki to ma sens? Do czego to dąży?
Jestem osobą która nie uznaje półśrodków, która chce wszystko robić dobrze, która walczy z kłodami rzucanymi pod nogi. ALe z wiatrakami już nie chcę walczyć. Nie mam z kim walczyć, nie mam po co walczyć. Pan A Co Ja Mogę nie robi nic, koledzy są w stanie oczy wydrapać aby tylko zrealizować plan. Jaki to ma sens? Do czego to dąży?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



