wtorek, 13 stycznia 2015

List do M.

Drogi M...
pisze do Ciebie w bardzo ważnej sprawie...

Dobra... żart...
Tak chciałam zacząć ten post jak byłam naładowana przemyśleniami, emocjami i wszystkim innym co mnie dziś spotkało. Na szczęście udało mi się wszystko poukładać w głowie i być może zrozumieć mechanizm.
Dziś odbyłam kilka spotkań w pracy, rozmawiałam z 3 ważnymi dla mnie osobami i chyba strzelę sobie w łeb. Pierwsza to Pan A Co Ja Mogę. Zrobiłam dziś rano coś co tylko wywołało lawinę zdarzeń uderzających w moją osobę. Na szczęście byłam na to przygotowana, odparłam ataki logicznie i bez awantur. Trzecia to Pan M.,który swego czasu pomagał mi odnaleźć się w tej korporacyjnej rzeczywistości, później znalazł sobie rozrywkę w dręczeniu mnie a teraz sama nie wiem jaki ma cel. OK może intencje miał dobre ale nie daje mi żadnej możliwości obrony i perspektyw na pomyślne rozwiązanie problemu (problemu z klientem, z korporacją a nie problemu z nim). Trzecia osoba, określiłabym ją jako Osobę Na Właściwym Miejscu. Jest ona zorientowana we wszystkim i zna korporację od podszewki, zarówno od strony przełożonych jak i pracowników. Osoba ta powiedziała mi w końcu coś na czym mi najbardziej zależało. Otóż powiedziała NIE DYSKUTUJ! Moje dyskusje mimo że mam racje, mimo ze poparte dobrymi argumentami będą użyte przeciwko mnie, bo gdy w końcu przyjdzie czas do typowania osób do zwolnień ja pierwsza zostanę wskazana. Moje rozmowy, dyskusje odbijają się o wielki mur, do którego nic nie dociera. Z Panem A Co Ja Mogę się nie dyskutuje bo to i tak nic nie da.
I pytanie brzmi co ja teraz mam zrobić. Nie potrafię siedzieć cicho jak ktoś jedzie po mnie. Jak ktoś mi coś zarzuca w momencie kiedy miałam powód żeby tak postąpić. To jest wbrew mojej naturze. Ja tak nie umiem. Jeśli zacisnę zęby i będe tylko potakiwać to prędzej czy później stracę swój charakter, charyzmę i zapał do pracy. Znienawidzę prace a może i siebie. Czy to ma jakiś sens?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz