niedziela, 30 listopada 2014

Stres

Qrcze, przejmuję się, denerwuję i przejmuję. Nie mam planu, nie mam sposobu i nie wiem co mam robić. Jak ja nienawidzę nie mieć kontroli nad sobą i nad swoim życiem. Nienawidzę nie mieć planu awaryjnego.
Kiedyś myślałam że znajdę sobie stałą spokojną prace i będe sobie spokojnie pracować, bez wyzwań, bez stresu, bez niepotrzebnego wychylania się. I co? I chyba tak nie umiem. Mojej pracy daleko do spokojności. Nie wiem co mam robić.
Poza tym na okrągło słyszę jaka beznadziejna jestem. Może faktycznie rzucić to w cholerę?


Szczerze mówiąc to nie wierzę w ta moją beznadziejność. Znam swoją wartość i sumienie mam czyste. Daję z \siebie wszystko. Robię więcej niż pozostali. Może nie ogarniam jeszcze wszystkich procedur, może wykorzystuję ludzi i sytuacje, ale jakoś sobie radzić muszę.

Qrcze beznadziejna jestem :(

Właśnie znalazłam fajny obrazek. Oby się sprawdził


sobota, 29 listopada 2014

Nic dobrze nie robię

Czasami się zastanawiam czy ja naprawdę jestem taka beznadziejna? Podobno przyjaciel to osoba która potrafi szczerze powiedzieć prawdę patrząc w oczy. Mam takiego przyjaciela (który przypomina sobie o tym faktycznie w trudnych sytuacjach), który bez ogródek  potrafi mi wytknąć wszelkie moje braki. OK, zgadza się, nie jestem ideałem, nigdy za taką siebie nie uważałam. Wiele mi brakuje, umiejętności, wiedzy.. brakuje mi systematyczności, cierpliwości... brakuje sił, chęci i możliwości. Mam swoje ograniczenia, jestem leniwa, nerwowa, impulsywna, gadatliwa, roztrzepana... mogę wymieniać tak godzinami. 
Ale do cholery czy ja nic nigdy dobrze nie robię? Czy ja nie zasłużyłam na jakiekolwiek dobre słowo. Czy wszystko co robię jest złe, niedobre, nieodpowiednie i źle zrobione? Czy ja zawsze muszę być ta najgorsza? 
W tym całym moim chaosie w pracy nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego. Co tydzień praktycznie zmieniam sposób podejścia do zadań, zmieniam priorytety bo wciąż szukam jakiegoś sposobu żeby wszystko ogarnąć. Staram się robić wszystko jak najlepiej ale praca na czas mi nie i sprzyja. Często nie zwracam uwagi na szczegóły i robię proste, prozaiczne błędy. 
Mało tego... bolączką mojej pracy (a właściwie pracowników, przełożonych) jest to że nigdy jeszcze nei słyszałam aby ktoś kogoś pochwalił. Mało tego. Wszyscy mówią i narzekają że tutaj usłyszysz tylko co źle robisz a nawet jak zrobisz coś dobrze to ci spod ziemi wyciągną to co jest źle zrobione aby tylko udupić. Słysze to często, wszyscy narzekają. Ale między sobą, między równorzędnymi pracownikami jest dokładnie tak samo. 
Wrrr... znowu się zdenerwowałam.  




wtorek, 25 listopada 2014

Miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle

Praca wre, a właściwie idą zmiany. Postanowiłam usystematyzować moje wszystkie projekty, które rozpoczęłam, w które się zaangażowałam.

Zacznę od pogawędek przy kawie. Tak więc pogawędek nigdy nie było. Owszem był plan, były wspólne założenia ale realizacja była jak zwykle jednostronna. Wczoraj dostałam wiadomość: usuń mnie z listy autorów bo mi mi to przeszkadza. Hmmm czego mogłam się spodziewać? Powinnam się przyzwyczaić. Skoro zaczęło się od wymówek to przecież nie mogło się skończyć się inaczej. Zawsze jest tak samo. Dotyczy to dużych spraw i małych. 
Tak więc powinnam teraz zmienić wpis "o nas" na "o mnie". Pewnie to za chwilę zrobię.
Pewnie powinnam potraktować to wszystko jako moją porażkę... wystawiłaś mnie chociaż miałyśmy wspólny plan i wspólne postanowienie. Nie wiem dlaczego zawsze to robisz? Pewnie i tak nigdy się nie dowiem.

Druga zmiana to drugi blog, który prowadzę. Tak, dzisiaj po czterech latach istnienia, napisaniu 435 postów, po zanotowaniu 1 175 038 odsłon blog zniknął z internetu. Mam nadzieję że wkrótce wróci w nowej odsłonie. Uporządkowany i leszy. 

Trzecia zmiana.... hmmm dwie wystarczą. O trzeciej zmianie napisze później. 
eM

PS. Podpis jest już chyba niepotrzebny, skoro jest jeden autor trudno się będzie pomylić. 


piątek, 21 listopada 2014

Niewyparzony język

Co ja mam zrobić? Mam niewyparzony język! Nie potrafię powstrzymać się od komentarzy przed swoim własnym przełożonym. Często przez to mam kłopoty. Niestety nigdy nie żałuję tego co powiedziałam, częściej że w ogóle się odzywałam. 
Jestem uszczypliwa, złośliwa i wszystko komentuję. Zawsze muszę mieć ostatnie słowo.
Muszę z tym skończyć, muszę jakoś się powstrzymać. Ale to często jest silniejsze ode mnie.
Chyba powinnam iść na jakąś terapię.
eM




czwartek, 20 listopada 2014

Było a jest - praca pracy nierówna

Dziś siedząc u Pana ACoJaMogę usłyszałam "Jest nowa praca!", to miał być dowcip bo ogólnie ciągle powtarzamy, że nie wyrabiamy się z zadaniami nakładanymi na nas. Od razu entuzjastycznie zareagowałam "Nowy etat dla mnie?". Tu mina Pana ACoJaMogę zrzedła, powiedział że to był sarkazm a ja na to że chciałam być dowcipna. Ogólnie dowcip mu nie wyszedł a ja rozpoczęłam temat kończącej mi się umowy.
Szczerze mówiąc nie chcę jej przedłużać ale nie mam wyjścia.

Ale miałam o czymś innym.
Na ostatnim szkoleniu zdziwienie wywołała informacja że jedynie 1/3 pracowników jest zestresowana w Polsce. Wszystkim zdawało się że będzie to bardziej 2/3 albo i więcej. Wracając do domu zastanawiałam się po co mi praca która wywołuje tak ogromny stres. Co gorsza stres ten wywołują przełożeni. (Dziś przekonałam się również że i koledzy). Teraz zaczęłam się zastanawiać nad różnicą między praca obecną a poprzednią. Wnioski nasuwają się same...



poprzednia praca
obecna praca
1. stres wywołany przez klientów                      
Spory ale do wytrzymania, z czasem rozmowę nawet z najtrudniejszym klientem traktowałam jako wyzwanie
żaden
2. stres wywołany przez przełożonych              
żaden
Ogromy
3. koledzy  
Jeden za wszystkich wszyscy za jednego, zawsze mogliśmy na siebie liczyć
Jak potrzebna jest pomoc kolegów nigdy nie ma. Jeśli prosisz o pomoc szybciej cię ze schodów zrzucą niż w czymś pomogą
4. wypłata
Średnia roczna taka sama
5. Dodatkowa kasa
brak
Fundusz socjalny
6. Czas wolny
Spotykaliśmy się po pracy na piwie, w kinie, na zajęciach sportowych, wieczorami i w weekendy. Do tej pory utrzymujemy kontakt i nadal możemy na siebie liczyć
Poza pracą… nie odbiera się telefonów, nie rozmawia, nie spotyka. Praca to praca, pracę kończymy o 16.
7. nadgodziny
Zostawaliśmy żeby pogadać, pomóc sobie nawzajem, podwieźć gdzieś kogoś, itd
Zostajemy aby dorównać innym w wykonanych zadaniach.
8. wyzwania
Uwielbialiśmy… zwłaszcza jak ktoś nam mówił że jest coś niemożliwe
Tu nawet jak coś jest proste do zrobienia współpracownicy mówią że jest niemożliwe. Nikt nie chce wyjść poza ramy. Tu nie ma wyzwań, które rozwijają, tu są wyzwania które blokują kreatywność i inwencję.
9. Kreatywność, możliwość rozwoju
Mieliśmy wolna rękę do działania, byleby zyski były
Duszona, tłamszona, dobre pomysły mają tylko przełożeni, nieważne kto je podsunął.


Przykłady? Proszę bardzo
1. W starej pracy doszło do tego że gdy ktoś popełnił błąd ja dzwoniłam do klienta a inni robili zakłady jaką wymówkę teraz podam i jak bardzo klient się ucieszy z mojego telefonu. (zabawne to było). W nowej pracy klient to nie problem, jasna oferta i decyzja tak czy nie. 
2. w starej pracy przełożony zajeżdżał do domów po swoich pracowników, w drodze rozmawialiśmy o wszystkim tylko nie o pracy. Nawet jak coś przeskrobaliśmy wspólnie szukaliśmy rozwiązań. Obecnie nasz bezpośredni przełożony gra w przeciwnej drużynie. Nie widziałam żeby stanął po naszej stronie, przyznał komuś rację czy obronił. Dowala, dokłada, wszelkie argumenty stawiane przez nas obala swoim stanowiskiem. Nie można porozmawiać konstruktywnie. (Niestety mam nawyki ze starej pracy i niewyparzony język).
3. Nie zapomnę reakcji swojej i pozostałych na wiadomość o rezygnacji z pracy przełożonego w starej pracy. Nie zapomnę rozmów w kuchni gdy omawialiśmy nasze działania by zmusić prezesów do zmiany decyzji przez którą chciał odejść przełożony. I nie zapomnę kłótni gdy zabronił nam jakichkolwiek działań. Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego. 
Teraz brak słów. Teraz pasuje cytat z pewnej bajki = Jeden za wszystkich i wszystko jedno. Nie zapomnę gdy przyszedł klient, chciał poznać ofertę, z którą ja miałam problem a kolega z pokoju udawał że nie słyszy jak go pytam a jak chciałam poprosić o pomoc to wyszedł. Albo dziś gdy zadałam pytanie do osoby dedykowanej do pomocy nam w obsłudze systemu. Dowiedziałam się że zawsze wymyślam problemy, że wymagam od innych żeby robili to co ja powinnam, że marudzę i w ogóle jestem beznadziejna. 
8. Tego nie rozumiem. Do tej pory jak jak ktoś miał jakiś pomysł na usprawnienie pracy to mówił o nim, omawialiśmy i wspólnie robiliśmy wszystko aby sobie nawzajem pomóc. 
A teraz? Tego się nie da, A co ja mogę, to nowe wymaganie zgłoś się za pół roku, napisz maila...
9. Kiedyś mieliśmy wolną rękę, to my wspólnie decydowaliśmy o wszystkich działaniach zwiększających sprzedaż, rozwijaliśmy się. Nasze pomysły były akceptowane przez prezesów i przynosiły sukcesy.
Teraz nie daj boże coś wymyślę i trzeba będzie coś z tym zrobić. Koledzy wieszają na mnie psy bo przeze mnie mają dodatkową robotę. A jeszcze gorzej jak sprawa dotyczy innego działu, już nawet nie chcę o tym mówić. Jestem wrogiem publicznym numer jeden.

Wniosek nasuwa się sam....

eM

sobota, 15 listopada 2014

Odwaga

Byłam dziś w kinie na filmie "Bogowie". Jest to historia Zbigniewa Religii i transplantacji serca w Polsce. Nie będę opowiadać o filmie bo recenzje każdy sam może sobie poczytać.
Oglądając film pomyślałam o tym co determinuje sukces. Dzięki czemu człowiek osiąga wielkie rzeczy. Moim zdaniem jest to odwaga. Można mieć talent, można mieć zdolności, umiejętności, wiedzę, sprawność. Ale jeśli nie będziemy mieć ODWAGI nie osiągniemy nic. Zarówno w latach osiemdziesiątych jak i teraz siedząc cicho, robiąc swoje nie osiągniemy wiele. Na sukces trzeba się odważyć, zrobić pierwszy krok. Oczywiście później musimy zrobić wiele aby go osiągnąć, walczyć z sobą, z innymi, z systemem, brakiem pieniędzy, niechęcią innych. 
Mi kiedyś tej odwagi zabrakło. Stanęli mi na drodze ludzie, którzy skutecznie zniechęcili mnie do walki o osiągnięcie celu. Zabrakło mi również odwagi gdy wraz z koleżanką chciałyśmy otworzyć własną firmę. 
A teraz? Nie dążę do sukcesu, nie chcę nic odkryć czy zdobyć. Chwilowo nie mam ambitnego celu. Chwilowo moim celem jest wychować dzieci tak aby one osiągały wszystko to o czym marzą. Syn chce być architektem. Ekonomia też nie będzie dla niego tajemnicą. Już jest świetnym matematykiem i jednym z najlepszych uczniów w klasie. Brakuje mu tylko odwagi, jest strasznie wstydliwy, peszy się. Moim zadaniem jest sprawić by się otworzył na ludzi i umiał walczyć o swoje. 
Córce z kolei odwagi nie brakuje, ale w jej przypadku muszę pracować nad całokształtem bo jest jeszcze mała. 
Jeśli ja straciłam swoją szansę to zrobię wszystko aby moje dzieci ja  dostały. 

 eM

Kocham Moją Pracę

Uwielbiam ją! Mówiłam już o tym? Piątek był jednym z tych dni gdy poziom absurdu i oderwania od rzeczywistości dyrektora sięgną zenitu. Nie wiem jak pozostali ale ja bawiłam się świetnie. 
Po pierwsze nabrałam dystansu więc wszystko o czym mówią traktuję trochę z przymrożeniem oka. Bo jak inaczej można traktować pracę, w której na jednostkę składającą się z kilku osób przypada więcej "przełożonych" i osób zarządzających niż ta jednostka ich liczy. Ale to już przerabiałam w innej pracy :)
Wczoraj na spotkaniu zebrało się zacne grono wszystkich podwładnych Małej Mi. Akurat tego dnia miała ochotę omówić oferty świąteczne. Jest ich sześć, ale do tej pory dostaliśmy informację o czterech. Pierwsza... poszła gładko bo dotyczyła bardzo małego grona firm. Druga, poszło gorzej bo... z braku czasu nie mogliśmy się skontaktować z żadnym z klientów a decyzja o wzięciu przez nich udziału w akcji jest oczywista. Trzecia... poszło gładko bo jest hmmm... głupia i nie ma o czym mówić. Czwarta była najlepsza bo nikt z niej niewiele o niej wiedział. Ja wiedziałam tyle że mamy wysłać 50 maili chyba do poniedziałku. Próbowaliśmy ściemniać że wiemy o czym mowa i w sumie nie wiem czy Mała Mi nam uwierzyła :)
Dobra, wróciłam na swoje stanowisko, zabrałam się za wysyłania miali. Przygotowanie się do tego zajęło mi 2 godz bo plik stawiał opór i musiałam przeanalizować całą ta akcję, żeby dobrać klientów. Samo wysyłanie maili zajęło mi około 3 godz. Pracę ustawiłam sobie tak aby mieć wszystkie dane pod ręką i wysyłać maile na zasadzie kopiuj-wklej, tylko system był przeciążony i "wisiał" co chwila. Dla mnie jakoś szło. Ale najlepsze było to że po wysłaniu 47 maila przyszła informacja iż w prezentacji dla klienta jest błąd. Ktoś na 4 stronie pomylił cyferkę. Została ona poprawiona i mogliśmy wysyłać dalej. Rozbawiło mnie to bardzo. A jeszcze bardziej rozbawiło mnie to że na stronie 5 był ten sam błąd a nikt go nie zauważył i nie poprawił. 
Jak nie kochać tej pracy??
eM

czwartek, 13 listopada 2014

Szczęście kontra codzienność

Ostatnio zostałam zaskoczona, zawsze się dziwię jak słyszę takie rzeczy. Pary, które zawsze uznawałam za zgodne, szczęśliwe, brałam za przykład okazują się rozpadać. Nie wiem czy to jakaś moda, trend czy przypadek. Zdaję sobie sprawę że wspólne życie nigdy nie jest bajką. Dwoje dorosłych ludzi, które wychowało się w określonym środowisku, mają swoje nawyki, przyzwyczajenia i swoje życie raptem musi swoim życiem dzielić się z kimś jeszcze. Ba! musi czyjeś życie przyjąć jako część swojego. Niby proste i niby każdy z nich właśnie tego pragnie. Ale można tak rok, dwa, trzy. Ustępować, iść na kompromis... aż w końcu zaczyna się walczyć o swoje, o to z czego do tej pory rezygnował.
Po drugie... nawet jak na początku priorytety są wspólne to z biegiem lat okazuje się że dwoje ludzi mogą pragnąć czegoś innego. Mogą mieć inne zainteresowania, zajęcia, znajomych. Jednej osobie może to pasować ale drugiej nie.
Właśnie z takich powodów sypie się jedna z moich ulubionych par. Jedno ma inne oczekiwania w stosunku do swojej drugiej połowy niż ona sama. Najgorsze jest to że jedna osoba uwiązana jest do drugiej a druga czuje się niezależna. 
Jednak... nic na siłę. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Ustalanie wspólnych wartości i wiele innych spraw które zbliżają i powodują że sens wspólnego życia wraca.
Nie twierdzę że u nas jest idealnie. Ale dogadujemy się. W najważniejszych dla nas momentach jesteśmy razem i rodzina jest dla nas najważniejsza. W życiu codziennym każdy ma swoje ulubione zajęcia i każdy realizuje się na swój sposób. Jedno drugiemu nie przeszkadza, ale pomaga.

eM


sobota, 8 listopada 2014

Załamanie

Nie wiem o co chodzi ale dziś się w pracy załamałam. Bezsilność i nie moc mnie dopadła. Mimo chęci nie jestem w stanie zrobić wszystkiego czego się ode mnie wymaga. Owszem mogę kłamać i ściemniać ale ja nie potrafię. Mogę robić sztuczne zdarzenia ale co mi to da? Będę ładnie w raportach wyglądać? Co z tego, jeśli mnie ktoś zapyta to i tak powiem prawdę. 
Nie nadaję się do tej pracy.
Dziś gdy nasłuchałam się tego wszystkiego, jak to powinno wyglądać, co powinnam zrobić załamałam się. Ubrałam kurtkę i wyszłam, nie powiem co się ze mną działo ale miłe to nie było. Musiałam się przewietrzyć i nabrać dystansu, nabrać sił i jakoś to w głowie ogarnąć. Przecież wiem co muszę zrobić, ale nie wiem jak. Jak to ogarnąć mając 8 godzin? Niestety nie dano mi wystarczająco dużo czasu.Zaraz zadzwonił telefon i musiałam pędem biec do biura. 

Zastanawiam się jaki sens ma ta praca? Jakie korzyści dla mnie? Pieniądze marne, stres ogromny, motywacji i satysfakcji też nie mam, wiec po co? Owszem są też powody dla których powinnam mieć pracę. Ale czy taką?
Niech ktoś mi w końcu powie, co będzie lepsze, zostać czy odejść? Jesli odejść to gdzie?
eM

Nie było dziś przy mnie anioła... 

czwartek, 6 listopada 2014

Narzekania

Jestem zmęczona. W pracy mi chyba nie idzie. W momencie kiedy wydaje mi się że jestem do przodu, że opanowałam wszystko okazuje się że wszystko robię źle. Jestem najgorsza, w raportach wypadam bardzo źle. Okazuje się że lepiej jest nic nie robić. A może nie, najlepiej jest ściemniać, kręcić i robić tak żeby dobrze wyglądało. Ja niestety tak nie umiem. Kłamstwo w moim przypadku ma krótkie nogi. Nie potrafię malować trawy na zielono, mówię jak jest, najczęściej skarżę się i narzekam. Nie potrafię walczyć o siebie ani pokazywać wszystkim że jednak jestem w czymś dobra.
Najgorsze jest to że w tej pracy każdy potrafi wytknąć ci błąd, pokazać go, podkreślić i przekazać dalej. Czasami w zakamuflowanej wiadomości dostaję informację o tym co powinnam zrobić żeby lepiej wypadać chociażby w raportach, ale zazwyczaj tej wiadomości nie mam siły już właściwie zinterpretować albo dotyczy sprawy z którą zwyczajnie nie dam rady sobie poradzić.

Jest jeszcze jedna sprawa... dlaczego każdy narzeka że przełożeni tylko wytykają błędy i niedociągnięcia a nigdy nie widzą co się dobrze zrobiło, a sami postępują tak samo?

Na dodatek przeczytałam dziecku opowiadanie o smutku i jest mi... strasznie smutno.
eM

wtorek, 4 listopada 2014

Nigdy nie będę bogata

Miał być kolejny paszkwil na pracę, na nasz nowy program "wspierający"  pracę i na kogoś jeszcze, ale ileż można? Ja zdaję sobie sprawę że nie pasuję do tej korporacji, nie umiem malować trawy na zielono i nigdy nie dopasuję się do formułek, raportów i sprawozdań skoro uważam je za DURNE i bezcelowe. Mogą mnie wywalić, mogą mnie opieprzać i mogą robić ze gmną co chcą. Ja zrobię to co mam do zrobienia i zrobię to najlepiej jak potrafię. A jak mnie coś wkurzy to wyjdę i nie wrócę. Tyle w tym temacie na dziś. 
W życiu są ważniejsze rzeczy niż dopasowywanie się do formatek, ram i wyobrażeń ludzi siedzących wysoko na stołkach, niemających pojęcia o pracy.

Dziś doszłam do wniosku że bogata to ja nigdy nie będę. Zarabiam tyle, że kosztu mojej pracy przewyższają wypłatę. Zarobki męża idą na rachunki. Zostaje nam niewiele. A ja co? Postanowiłam pomagać pewnej rodzinie, która ma jeszcze mniej. Za pomoc mi przy dzieciach płace kobiecie ciut więcej niż mi proponowano gdy szukałam pracę. Dziś zabrałam ją na zakupy. Co tydzień przeszukuję zawartość swoich szaf, szafek w poszukiwaniu czegoś co mi jest zbędne a im się przyda. Myślę o zabraniu dzieciaków do kina. Pewnie na jakąś pizzę też się wybierzemy. Nie wspomnę już o czasie, paliwie i wszystkim innym co dla nich robię.
Dlaczego to robię? Bo wychodzę z założenia że 
Po pierwsze... ja mam wszystko czego mi do szczęścia potrzeba. Moje dzieci głodne nie chodzą, mają w co się ubrać, mi tez niczego więcej nie trzeba poza tym co mam. 
Po drugie...łudzę się że jeśli kiedykolwiek znajdę się w trudnej sytuacji to  spotkam ludzi, którzy tez mi pomogą.
Po trzecie... taka już jestem. Kiedyś koleżanki nazywały mnie "Matką Teresą" zawsze zaczynałam od pomocy innym, później martwiłam się o siebie. 
Właśnie dlatego bogata nigdy nie będę. Wolę być niż mieć.
eM

poniedziałek, 3 listopada 2014

I co dalej?

Zastanawiam się co dalej?
Na dzień dzisiejszy mam prace do d..., chętnie bym z niej zrezygnowała ale jeszcze nie mam sprecyzowanego planu na życie, nie mam alternatywy. Wiem co chciałabym robić, ale nie mam ochoty sama prowadzić firmy, nie mam jeszcze wszystkiego poukładanego i wiem ze skończyło by się jak przedtem. 
Akumulatorki ładuję codziennie rano podczas długiego spaceru do pracy. Samochód odstawiłam, lepiej jest mi gdy mijam stare kamienice, ludzi. Dziś się uśmiechałam do wszystkich i o dziwo kilka osób uśmiechnęło się do mnie. 
Nie wiem co mam robić. Firmy nie mogę założyć bo skończyłoby się jak poprzednio. Stałabym się pilnowaczką własnych dzieci, kura domowa a to mi nie odpowiada. Musze być wśród ludzi, muszę z kimś współpracować. 
Mam na oku pewną dużą firmę ale nie potrafię prosić o koneksje, o załatwienie pracy, o słówko do prezesa, którego też w sumie znam ...
Zostałam poproszona o pomoc w realizacji pewnego projektu. Gdybym miała choć cień szansy na stałą współpracę skakałabym pod sufit. A tak zastanawiam się czy wchodzić w to, czy znowu poświęcić czas i energię dla sprawy, pod którą podpisze się ktoś inny.
Co robić? Pomysły w głowie pęcznieją, jest ich sporo ale decyzji nie potrafię tym razem podjąć. 
Co to znaczy? Starzeję się? Ja?? Niemożliwe :)
 eM

Urodzony przywódca

Nie doszło do rękoczynów ani do ostatecznych decyzji, ale owszem zebranie się odbyło. Byłam wyjątkowo milcząca... przynajmniej na początku.
Myślę że już każdy wie co tak naprawdę przeszkadza nam w pracy. Zostało to głośno powiedziane. W sumie nie tylko PeHacy są winni takiej sytuacji, winę zwala się również na nasze wsparcie.
Z mojej perspektywy nieudolny i źle skonstruowany system kontroli nad pracownikiem doprowadził do tego że zamiast pracować raportujemy o tym co byśmy zrobili gdybyśmy zamiast o tym pisać mogliśmy to robić. Cóż, je jestem na końcu tego łańcuszka więc nie mam już na kogo zwalić.
Ale... żeby nie było... nasz wspaniały przywódca, przełożony i wielki Menagier "A co ja mogę?" wymyślił plan naprawczy. Stworzył nam tablicę informacyjną na której mamy zapisywać co zrobiliśmy dnia poprzedniego. Podobno ma to wzbudzić ducha rywalizacji i dzięki tej rywalizacji mamy osiągnąć efekty. A w rezultacie pewnie znowu nasłucham się że znowu jestem przodownikiem pracy i nie trzymam frontu z pozostałymi.
To, że jestem do przodu w stosunku do kolegów wcale mnie nie cieszy. Gdybym miała robotę zrobioną to i owszem, byłby powód do dumy a chłopaki mieliby powód do zmartwień. A tak... jestem razem z nimi tym najgorszym elementem układanki.

Wracając do naszego przywódcy, dziś dobrze stwarzał pozory że słucha tego co mamy do powiedzenia. Ale przy pierwszym pytaniu czy wziął pod uwagę skargi naszych wspierających odpowiedź padła "NIE!" Żyć nie umierać, za takim liderem wszyscy rzucą się w ogień (albo jego wrzucą)

Aha... gdyby ktoś kiedyś odgadł kim jestem, gdzie pracuje i o kim tu piszę to... wali mnie to. Mam gdzieś taką pracę, i takich menagierów. Lubię moją pracę bo bawi mnie. Bawią mnie takie zachowania, polecenia, zadania. Bawią mnie sytuacje w które zostaję wplątana i bawi mnie plany naprawcze. Wszystkie swoje zadania staram się wypełniać najlepiej jak potrafię, sama chciałabym się przekonać czy da się fizycznie zrobić to co nam każą.
eM