Dziś dałam popis swojego wariactwa. Dziś w pracy zostałam doprowadzona do skraju wytrzymałości. Nie dość że koledzy pół dnia chodzili za mną powtarzając że trzeba odpowiedzieć na maila, to jeszcze ten cymbał A Co Ja Mogę? mnie dobił. Ja dziś miałam w planach zająć się klientami i nową zabawką naszych decydentów, nie miałam ochoty robić tabelek a tym bardziej odpowiadać na maile. Więc gdy trzecią godzinę z rzędu stali nade mną i gadali o tym że trzeba odpowiedzieć na maila i nikt tego nie mógł zrobić bez mojej pomocy trafił mnie szlag.
Zdaje sobie sprawę że zachowałam się jak idiotka. Impulsywnie i bez jakiejkolwiek logiki chciałam dać rozwiązanie na wszystkie problemy a wyszłam na idiotkę. Niestety, zdarza mi się to. Zdarza mi się to gdy działam pod presją. Niestety traktuje innych jak drużynę, grająca do jednej bramki a przecież stoimy po różnych stronach barykady. Jest przeciwnik i jest kibic, który może ale nie musi. Nie cierpię takich sytuacji.
Szczerze mówiąc mam wyrzuty sumienia. I to z kilku powodów.
Po pierwsze dałam się podpuścić poszłam "po prośbie" licząc że ktoś zrobi coś dla mnie. W prawdziwym świecie pewnie tak by się zadziało ale nie w tej korporacji.
Po drugie... dałam się podpuścić i w ogóle zajęłam się sprawą zamiast zostawić ja bardziej zainteresowanym, czyli użyć metody spychologii takiej jakiej używają pozostali.
Po trzecie... zachowałam się jak idiotka i teraz tak się czuję.
Osobę którą niechcący wmieszam w sprawę chciałam przeprosić ale... po pierwsze znowu zachowałabym się jak idiotka bo pewnie ta osoba nawet nie zwróciła uwagi na całe zajście i dla niej był to dzień jak co dzień. Po drugie czasami mam wrażenie że za bardzo się spoufalam i ta osoba nie życzy sobie osobistych wycieczek.
A po trzecie czwarte i dziesiąte brakuje mi przyjacielskich rozmów, dzięki którym zaczynałam rozumieć pracę w tej korporacji i jakoś się próbowałam odnajdywać a teraz znowu chyba się gubię.
Dopisek... Jakbym mogła w sobie coś zmienić, jakbym miała taka okazję to zmieniłabym tylko jedną jedyną rzecz. To, że za bardzo się wszystkim przejmuję. Nie dość że przejmuje się tym co robię, tym co mówię, tym co komu to robię lub mówię, to jeszcze w jaki sposób to robię, czy ta osoba dobrze mnie zrozumie, jak zrozumie itd.
A przecież jutro już może mnie nie być.
Mało tego... niektórzy mówią mi że przejmuję się rzeczami, którymi przejmować się nie powinnam a te właściwe mnie nie interesują.
Stąd ten blog... dlatego tak mało osób o nim wie... dlatego ja sama nigdzie linku do niego nie wpiszę chociaż chciałabym czasami mc podyskutować z kimś na temat tego co piszę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz