Wybacz życie... nie pozwolę się miażdżyć
Dziś znowu byłam na dywaniku u przełożonego... nie to że chodzę tam często, częściej niż pozostali ale dziś przeżyłam szok. Po pierwsze opieprz zaczął się od słów "widzę u ciebie poprawę, widzę że dajesz z siebie wszystko". Niestety te słowa nie powstrzymały mnie, a wręcz wywołały niepohamowany śmiech, skomentowałam tylko tak, że czuję się urażona bo zawsze daję z siebie wszystko. Później lepiej nie było. Wszelkie zarzuty były przeze mnie obalane śmiechem, zgodziłam się tylko z jednym i obiecałam poprawę.
Na końcu usłyszałam "... nie bierz tego do siebie, nie analizowałem twoich wyników tylko wszystkich".
NO ŻESZ KU...
Jak można brać na dywanik kogoś, zarzucać mu coś a potem mówić że to nie o nim było.
Na szczęście ja nie boję się przełożonego i zawsze z nim dyskutuję. W kaszę sobie dmuchać nie dam!
eM
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz