Tym razem będę trochę smęcić bo znowu muszę podjąć decyzję, która zaważy na życiu moim i mojej rodziny. Szkoda że to wszystko nie jest prostsze.
Otóż do rzeczy. Pierwsza klasa od zerówki czy przedszkola różni się tym że dzieci mają stanowczo mniej zajęć. W świetlicy szkolnej nie są pilnowane i albo się nudzą albo rozrabiają. Ot... polska rzeczywistość. Moje dziecię jako uczeń w szkole ma spędzać około 3-4 godz na zajęciach lekcyjnych. Ja jako pracownik "korporacji" tych godzin mam aż 8. Pytanie brzmi co mam zrobić z dzieciem, żeby na złą drogę nie poszło, nie znienawidziło szkoły i dalej było szczęśliwym małolatem.
Na tą chwilę wymyśliłam 3 opcje:
1. dzieć zostanie w świetlicy (ale nie wyobrażam sobie że po 6 godz w tym uroczym miejscu będzie w stanie iść na 3 godz lekcji)
2. zatrudnię opiekunkę, która odbierze ucznia, nakarmi i razem poczekają aż wrócimy z pracy (ale chyba mnie na to nie stać)
3. zrezygnuję z pracy (nie jestem jeszcze na to gotowa, nie mam przygotowanej alternatywy i zwyczajnie chyba tego nie chcę)
Jestem w kropce. Mam pustkę w głowie.
Gdy ostatnio podejmowałam decyzję o rezygnacji z pracy miałam plan i motywację. Miałam czym się zająć i wiedziałam co mam zrobić żeby wspomóc męża w utrzymaniu rodziny. Teraz nie jestem na to przygotowana i zwyczajnie nie chcę być niańką, kurą domową, nie chcę siedzieć w domu!
Potrzebuję pomocy, podpowiedzi, rozwiązania, czasu, którego nie mam.
eM

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz