Myślę że już każdy wie co tak naprawdę przeszkadza nam w pracy. Zostało to głośno powiedziane. W sumie nie tylko PeHacy są winni takiej sytuacji, winę zwala się również na nasze wsparcie.
Z mojej perspektywy nieudolny i źle skonstruowany system kontroli nad pracownikiem doprowadził do tego że zamiast pracować raportujemy o tym co byśmy zrobili gdybyśmy zamiast o tym pisać mogliśmy to robić. Cóż, je jestem na końcu tego łańcuszka więc nie mam już na kogo zwalić.
Ale... żeby nie było... nasz wspaniały przywódca, przełożony i wielki Menagier "A co ja mogę?" wymyślił plan naprawczy. Stworzył nam tablicę informacyjną na której mamy zapisywać co zrobiliśmy dnia poprzedniego. Podobno ma to wzbudzić ducha rywalizacji i dzięki tej rywalizacji mamy osiągnąć efekty. A w rezultacie pewnie znowu nasłucham się że znowu jestem przodownikiem pracy i nie trzymam frontu z pozostałymi.
To, że jestem do przodu w stosunku do kolegów wcale mnie nie cieszy. Gdybym miała robotę zrobioną to i owszem, byłby powód do dumy a chłopaki mieliby powód do zmartwień. A tak... jestem razem z nimi tym najgorszym elementem układanki.
Wracając do naszego przywódcy, dziś dobrze stwarzał pozory że słucha tego co mamy do powiedzenia. Ale przy pierwszym pytaniu czy wziął pod uwagę skargi naszych wspierających odpowiedź padła "NIE!" Żyć nie umierać, za takim liderem wszyscy rzucą się w ogień (albo jego wrzucą)
Aha... gdyby ktoś kiedyś odgadł kim jestem, gdzie pracuje i o kim tu piszę to... wali mnie to. Mam gdzieś taką pracę, i takich menagierów. Lubię moją pracę bo bawi mnie. Bawią mnie takie zachowania, polecenia, zadania. Bawią mnie sytuacje w które zostaję wplątana i bawi mnie plany naprawcze. Wszystkie swoje zadania staram się wypełniać najlepiej jak potrafię, sama chciałabym się przekonać czy da się fizycznie zrobić to co nam każą.
eM

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz