Czasami się zastanawiam czy ja naprawdę jestem taka beznadziejna? Podobno przyjaciel to osoba która potrafi szczerze powiedzieć prawdę patrząc w oczy. Mam takiego przyjaciela (który przypomina sobie o tym faktycznie w trudnych sytuacjach), który bez ogródek potrafi mi wytknąć wszelkie moje braki. OK, zgadza się, nie jestem ideałem, nigdy za taką siebie nie uważałam. Wiele mi brakuje, umiejętności, wiedzy.. brakuje mi systematyczności, cierpliwości... brakuje sił, chęci i możliwości. Mam swoje ograniczenia, jestem leniwa, nerwowa, impulsywna, gadatliwa, roztrzepana... mogę wymieniać tak godzinami.
Ale do cholery czy ja nic nigdy dobrze nie robię? Czy ja nie zasłużyłam na jakiekolwiek dobre słowo. Czy wszystko co robię jest złe, niedobre, nieodpowiednie i źle zrobione? Czy ja zawsze muszę być ta najgorsza?
W tym całym moim chaosie w pracy nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego. Co tydzień praktycznie zmieniam sposób podejścia do zadań, zmieniam priorytety bo wciąż szukam jakiegoś sposobu żeby wszystko ogarnąć. Staram się robić wszystko jak najlepiej ale praca na czas mi nie i sprzyja. Często nie zwracam uwagi na szczegóły i robię proste, prozaiczne błędy.
Mało tego... bolączką mojej pracy (a właściwie pracowników, przełożonych) jest to że nigdy jeszcze nei słyszałam aby ktoś kogoś pochwalił. Mało tego. Wszyscy mówią i narzekają że tutaj usłyszysz tylko co źle robisz a nawet jak zrobisz coś dobrze to ci spod ziemi wyciągną to co jest źle zrobione aby tylko udupić. Słysze to często, wszyscy narzekają. Ale między sobą, między równorzędnymi pracownikami jest dokładnie tak samo.
Wrrr... znowu się zdenerwowałam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz