Szczerze mówiąc nie chcę jej przedłużać ale nie mam wyjścia.
Ale miałam o czymś innym.
Na ostatnim szkoleniu zdziwienie wywołała informacja że jedynie 1/3 pracowników jest zestresowana w Polsce. Wszystkim zdawało się że będzie to bardziej 2/3 albo i więcej. Wracając do domu zastanawiałam się po co mi praca która wywołuje tak ogromny stres. Co gorsza stres ten wywołują przełożeni. (Dziś przekonałam się również że i koledzy). Teraz zaczęłam się zastanawiać nad różnicą między praca obecną a poprzednią. Wnioski nasuwają się same...
poprzednia praca
|
obecna praca
|
|
1. stres wywołany przez
klientów
|
Spory ale do wytrzymania, z czasem rozmowę nawet z najtrudniejszym klientem traktowałam jako wyzwanie
|
żaden
|
2. stres wywołany przez
przełożonych
|
żaden
|
Ogromy
|
3. koledzy
|
Jeden za wszystkich wszyscy za jednego, zawsze mogliśmy na siebie
liczyć
|
Jak potrzebna jest pomoc kolegów nigdy nie ma. Jeśli prosisz o pomoc
szybciej cię ze schodów zrzucą niż w czymś pomogą
|
4. wypłata
|
Średnia roczna taka sama
|
|
5. Dodatkowa kasa
|
brak
|
Fundusz socjalny
|
6. Czas wolny
|
Spotykaliśmy się po pracy na piwie, w kinie, na zajęciach sportowych,
wieczorami i w weekendy. Do tej pory utrzymujemy kontakt i nadal możemy na
siebie liczyć
|
Poza pracą… nie odbiera się telefonów, nie rozmawia, nie spotyka.
Praca to praca, pracę kończymy o 16.
|
7. nadgodziny
|
Zostawaliśmy żeby pogadać, pomóc sobie nawzajem, podwieźć gdzieś
kogoś, itd
|
Zostajemy aby dorównać innym w wykonanych zadaniach.
|
8. wyzwania
|
Uwielbialiśmy… zwłaszcza jak ktoś nam mówił że jest coś niemożliwe
|
Tu nawet jak coś jest proste do zrobienia współpracownicy mówią że
jest niemożliwe. Nikt nie chce wyjść poza ramy. Tu nie ma wyzwań, które
rozwijają, tu są wyzwania które blokują kreatywność i inwencję.
|
9. Kreatywność, możliwość rozwoju
|
Mieliśmy wolna rękę do działania, byleby zyski były
|
Duszona, tłamszona, dobre pomysły mają tylko przełożeni, nieważne kto
je podsunął.
|
Przykłady? Proszę bardzo
1. W starej pracy doszło do tego że gdy ktoś popełnił błąd ja dzwoniłam do klienta a inni robili zakłady jaką wymówkę teraz podam i jak bardzo klient się ucieszy z mojego telefonu. (zabawne to było). W nowej pracy klient to nie problem, jasna oferta i decyzja tak czy nie.
2. w starej pracy przełożony zajeżdżał do domów po swoich pracowników, w drodze rozmawialiśmy o wszystkim tylko nie o pracy. Nawet jak coś przeskrobaliśmy wspólnie szukaliśmy rozwiązań. Obecnie nasz bezpośredni przełożony gra w przeciwnej drużynie. Nie widziałam żeby stanął po naszej stronie, przyznał komuś rację czy obronił. Dowala, dokłada, wszelkie argumenty stawiane przez nas obala swoim stanowiskiem. Nie można porozmawiać konstruktywnie. (Niestety mam nawyki ze starej pracy i niewyparzony język).
3. Nie zapomnę reakcji swojej i pozostałych na wiadomość o rezygnacji z pracy przełożonego w starej pracy. Nie zapomnę rozmów w kuchni gdy omawialiśmy nasze działania by zmusić prezesów do zmiany decyzji przez którą chciał odejść przełożony. I nie zapomnę kłótni gdy zabronił nam jakichkolwiek działań. Jeden za wszystkich i wszyscy za jednego.
Teraz brak słów. Teraz pasuje cytat z pewnej bajki = Jeden za wszystkich i wszystko jedno. Nie zapomnę gdy przyszedł klient, chciał poznać ofertę, z którą ja miałam problem a kolega z pokoju udawał że nie słyszy jak go pytam a jak chciałam poprosić o pomoc to wyszedł. Albo dziś gdy zadałam pytanie do osoby dedykowanej do pomocy nam w obsłudze systemu. Dowiedziałam się że zawsze wymyślam problemy, że wymagam od innych żeby robili to co ja powinnam, że marudzę i w ogóle jestem beznadziejna.
8. Tego nie rozumiem. Do tej pory jak jak ktoś miał jakiś pomysł na usprawnienie pracy to mówił o nim, omawialiśmy i wspólnie robiliśmy wszystko aby sobie nawzajem pomóc.
A teraz? Tego się nie da, A co ja mogę, to nowe wymaganie zgłoś się za pół roku, napisz maila...
9. Kiedyś mieliśmy wolną rękę, to my wspólnie decydowaliśmy o wszystkich działaniach zwiększających sprzedaż, rozwijaliśmy się. Nasze pomysły były akceptowane przez prezesów i przynosiły sukcesy.
Teraz nie daj boże coś wymyślę i trzeba będzie coś z tym zrobić. Koledzy wieszają na mnie psy bo przeze mnie mają dodatkową robotę. A jeszcze gorzej jak sprawa dotyczy innego działu, już nawet nie chcę o tym mówić. Jestem wrogiem publicznym numer jeden.
Wniosek nasuwa się sam....
eM
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz