Uwielbiam ją! Mówiłam już o tym? Piątek był jednym z tych dni gdy poziom absurdu i oderwania od rzeczywistości dyrektora sięgną zenitu. Nie wiem jak pozostali ale ja bawiłam się świetnie.
Po pierwsze nabrałam dystansu więc wszystko o czym mówią traktuję trochę z przymrożeniem oka. Bo jak inaczej można traktować pracę, w której na jednostkę składającą się z kilku osób przypada więcej "przełożonych" i osób zarządzających niż ta jednostka ich liczy. Ale to już przerabiałam w innej pracy :)
Wczoraj na spotkaniu zebrało się zacne grono wszystkich podwładnych Małej Mi. Akurat tego dnia miała ochotę omówić oferty świąteczne. Jest ich sześć, ale do tej pory dostaliśmy informację o czterech. Pierwsza... poszła gładko bo dotyczyła bardzo małego grona firm. Druga, poszło gorzej bo... z braku czasu nie mogliśmy się skontaktować z żadnym z klientów a decyzja o wzięciu przez nich udziału w akcji jest oczywista. Trzecia... poszło gładko bo jest hmmm... głupia i nie ma o czym mówić. Czwarta była najlepsza bo nikt z niej niewiele o niej wiedział. Ja wiedziałam tyle że mamy wysłać 50 maili chyba do poniedziałku. Próbowaliśmy ściemniać że wiemy o czym mowa i w sumie nie wiem czy Mała Mi nam uwierzyła :)
Dobra, wróciłam na swoje stanowisko, zabrałam się za wysyłania miali. Przygotowanie się do tego zajęło mi 2 godz bo plik stawiał opór i musiałam przeanalizować całą ta akcję, żeby dobrać klientów. Samo wysyłanie maili zajęło mi około 3 godz. Pracę ustawiłam sobie tak aby mieć wszystkie dane pod ręką i wysyłać maile na zasadzie kopiuj-wklej, tylko system był przeciążony i "wisiał" co chwila. Dla mnie jakoś szło. Ale najlepsze było to że po wysłaniu 47 maila przyszła informacja iż w prezentacji dla klienta jest błąd. Ktoś na 4 stronie pomylił cyferkę. Została ona poprawiona i mogliśmy wysyłać dalej. Rozbawiło mnie to bardzo. A jeszcze bardziej rozbawiło mnie to że na stronie 5 był ten sam błąd a nikt go nie zauważył i nie poprawił.
Jak nie kochać tej pracy??
eM

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz