czwartek, 13 listopada 2014

Szczęście kontra codzienność

Ostatnio zostałam zaskoczona, zawsze się dziwię jak słyszę takie rzeczy. Pary, które zawsze uznawałam za zgodne, szczęśliwe, brałam za przykład okazują się rozpadać. Nie wiem czy to jakaś moda, trend czy przypadek. Zdaję sobie sprawę że wspólne życie nigdy nie jest bajką. Dwoje dorosłych ludzi, które wychowało się w określonym środowisku, mają swoje nawyki, przyzwyczajenia i swoje życie raptem musi swoim życiem dzielić się z kimś jeszcze. Ba! musi czyjeś życie przyjąć jako część swojego. Niby proste i niby każdy z nich właśnie tego pragnie. Ale można tak rok, dwa, trzy. Ustępować, iść na kompromis... aż w końcu zaczyna się walczyć o swoje, o to z czego do tej pory rezygnował.
Po drugie... nawet jak na początku priorytety są wspólne to z biegiem lat okazuje się że dwoje ludzi mogą pragnąć czegoś innego. Mogą mieć inne zainteresowania, zajęcia, znajomych. Jednej osobie może to pasować ale drugiej nie.
Właśnie z takich powodów sypie się jedna z moich ulubionych par. Jedno ma inne oczekiwania w stosunku do swojej drugiej połowy niż ona sama. Najgorsze jest to że jedna osoba uwiązana jest do drugiej a druga czuje się niezależna. 
Jednak... nic na siłę. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Ustalanie wspólnych wartości i wiele innych spraw które zbliżają i powodują że sens wspólnego życia wraca.
Nie twierdzę że u nas jest idealnie. Ale dogadujemy się. W najważniejszych dla nas momentach jesteśmy razem i rodzina jest dla nas najważniejsza. W życiu codziennym każdy ma swoje ulubione zajęcia i każdy realizuje się na swój sposób. Jedno drugiemu nie przeszkadza, ale pomaga.

eM


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz