Nazbierało się tematów oj nazbierało. Sama nie wiem o czym dziś napisać. Zacznę więc może od ostatniej sprawy, która ciągle jest na tapecie. Chodzi o znajomych, małżeństwo z dzieciakami, którym przestało się układać. Wspominałam o nich jakiś czas temu.
Najpierw poznałam jego wersję. Ona jest leniwa, całe dnie spędza przed komputerem robiąc zakupy i śledząc FB. Nie ma pracy, nie szuka (jego zdaniem). Ciągle narzeka i wydaje pieniądze. Siedząc całymi dniami w domu powinna się wszystkim zajmować. On pracuje, jest zmęczony a po powrocie do domu chce odpocząć. Obiad powinien na niego czekać a ona powinna dopilnować żeby dzieciaki nie właziły mu na głowę.
Dziś poznałam jej wersję, dodałam do tego własną opinię na jego temat. On nie zajmuje się niczym w domu. Na nią spadają wszystkie obowiązki domowe i dzieci. On nią manipuluje bo jest słaba psychicznie i zawsze ustępuje.
Moje zdanie na jego temat zawsze było takie same (czasami tylko wyrażałam je łagodniej): powinien się cieszyć że ma taką żonę, która dba o wszystko i pomaga mu jak tylko może. Jest rozpieszczonym dupkiem, który zachowuje się jak dzieciak. Nie ma pojęcia co to rodzina. Ja bym już dawno mu wystawiła walizki za próg bo żonę traktuje jak służącą, bezwartościową pomoc domową, która ma wszystko wokół niego zrobić.
Z drugiej strony ona powinna mieć w nim wsparcie i w końcu wziąć się za siebie. Znaleźć na złość mu pracę, zostawiać z nim dzieciaki i pokazać że ma też swoje zdanie.
W sumie doszłam dziś do wniosku że nie wiem jak im pomóc. Oboje są dzieciakami którzy myślą tylko o własnych przyjemnościach, on nie ma poczucia obowiązku ona zaś nie ma kręgosłupa.
Ona zapytała mnie co by się stało gdyby zabrała dzieciaki i wyprowadziłaby. Nic by się nie stało! Nic by to nie zmieniło! On miałby spokój, ona dalej zajmowałaby się dziećmi. On nie poczułby się w obowiązku aby walczyć o związek, ona sama sama tez nic nie zrobi bo nie ma przebicia. Dla niego byłoby to na rękę bo nikt nie trułby mu nad głową. ona dalej siedziałaby w domu z dzieciakami i na FB. Tyle!
Swoją droga dało mi to też do myślenia. Doszłam do wniosku że mam szczęście. My z mężem mamy skrajnie różne charaktery, ale każde z nas uzupełnia tą drugą osobę. Jesteśmy oboje szczęściarzami. O tym ile zawdzięczam mężowi i co on dzięki temu zyskuje opowiem następnym razem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz