Dziś zdałam sobie sprawę że nie mam w pracy osoby na którą mogę liczyć w 100%, która mi pomoże i którą ja mogę wesprzeć. Która stanie w mojej obronie. (Dobra... skłamałam, jest chyba taka osoba ale...). Czasami jest tak, że jak się wchodzi w stary zespół ludzi pracujących ze sobą od kilku lat to cię nie akceptują. Pomyśl co się dzieje jak taka "nowa" osoba ma swoje zasady lub nie chce podporządkować się przyzwyczajeniom załogi. A co najważniejsze nie uznaje wyższości "starszego"kolegi. Wiem, że jeśli dojdzie do konfrontacji to nie mam szans nawet jeśli mam rację. Nie potrafię grać innej osoby niż tą jaką jestem i nie potrafię robić dobrej miny do złej gry. Jeśli jest coś na rzeczy to to widać, jeśli jestem wściekła to to słychać, jeśli mi coś nie leży to o tym mówię. Nie potrafię dusić w sobie złych emocji, nie potrafię uśmiechać się i mówić że jest super jeśli nie jest. A takie są chyba zasady w mojej pracy.
Co robić? Zacisnąć zęby i starać się przetrwać? Po co?
Czy jestem złośliwa? TAK, jeśli ktoś na to zasłużył. Ale nie potrafię ukrywać urazy, złości, szczęścia, radości... Musze się teraz nauczyć grać kogoś kim nie jestem, uśmiechać się do wszystkich i udawać jak jest super.
Teraz będę taką Małą Mi z Muminków nie z mojej pracy
eM


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz