niedziela, 24 sierpnia 2014

Weekendowe szaleństwo (moje szaleństwo)

Wiesz co... chyba wykrakałaś, a może to ja bo leje. Od rana nic tylko deszcz, deszcz, deszcz. Na szczęście nie mam czasu się tym przejmować bo przygotowuję się do remontu. Dziś pojechałam ze starszakiem po kilka niezbędnych drobiazgów i muszę stwierdzić że niekoniecznie był to dobry pomysł. 
Po pierwsze mimo tego że leje, mimo wczesnej godziny i pustek na ulicach w pierwszej galerii był dziki tłum. Znalezienie miejsca parkingowego graniczyło z cudem, a samą jazdę po parkingu można zaliczyć do sportów ekstremalnych. W środku było tylko gorzej. Nie powiem ile mnie to nerwów kosztowało, ale stwierdzam po raz kolejny że NIENAWIDZĘ robienia zakupów. 
Po drugie sam fakt zabrania starszaka następnym razem dobrze przemyślę. Nie będę tu opowiadać o tym co robił i mówił bo na samo wspomnienie ciśnienie mi skacze. Powiem tylko tyle NIGDY WIĘCEJ. Zawsze powtarzam że kiepska ze mnie Matka-Polka, moja cierpliwość i wytrzymałość ma swoje granice, które ostatnio zostały nadszarpnięte.
Po trzecie, już ostatnie -  znowu, tak ZNOWU sama muszę się zajmować takimi rzeczami. Trudno jest robić remont i przygotowania do remontu samemu, nosić worki wypchane ciuchami i organizować wszystko wokół. Ale moja mama chyba to przewidziała jak byłam jeszcze dzieckiem, kiedy tapetowałyśmy same nocą mój pokój. Już wiem jak się do wszystkiego zabrać. I wiem jeszcze jedno... umiesz liczyć, licz na siebie! 

Czasami mam wrażenie że Mała Mi mówi do mnie


eM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz